wtorek, 30 września 2008

Dom.

Ale po kolei -wróćmy do BA12. BA12 wystartował z godzinnym opóźnieniem. To niewiele, zważywszy, że lot trwał ponad 13 godzin, a do Londynu i tak doleciałem o czasie. Odcinek Dublin-Londyn to zupełnie inna historia- na lotnisku półtorej godziny przed odlotem, później godzina opóźnienia, a sam lot trwał 50 minut. Krótkie loty są absolutnie beznadziejne. 
W pierwszym samolocie otworzyłem magazyn promujacy miejsca wakacyjne, do których latały dane linie lotnicze. Jaka piękna plaża! Oczywiście, że pięknie, to plaża w Tulum, początek mojej wyprawy (listopad). W telewizorze Indiana Jones ululał mnie do snu zwiedzając prastare linie Nazca w Peru (luty). W pociągu z lotniska reklamy Nowej Zelandii i na zdjęciu Milford Sounds-bylem tam na dwudniowym rejsie (maj). Widziałem jeszcze reklamę Phi Phi w Tajlandii (koniec lipca), reklamę banku z Floating Markets (okolice Bangkoku, lipiec).  Naprawdę pocieszające. Pocieszające? Czesto myślałem sobie, że jak już skończę tę podróż, to będę miał poczucie, że widziałem kawał świata. Niestety w takich momentach zawsze pojawiał się ktoś kto mówił; "Filipiny? no ładnie, ładnie, ale to jednak nic w porównaniu do Wanatu" albo: " Naprawdę tak ci się tu podoba?! To chyba, powinienneś odwiedzić New Britain, tam to naprawdę jest ładnie"... Te plakaty pokazują, że nie wszystko stracone, ktoś jeszcze chce jeździć w te "nudne" miejsca które odwiedziłem...;) Pozostaje tylko cieszyć z mojej małej wyprawy i zbierać na kolejną, do Wanatu rzecz jasna.
Kilka zdjęć z ostatniego odcinka podróży: Singapur-Londyn-Dublin
Wyprawa. Zanim przjdziemy do rzeczy bardziej sentymentalnych (nie dzisiaj), można w końcu ostatecznie przedstawić jej trasę (w wielu miejscach zupełnie odbiega od wyznaczonego planu)
 Najpierw kraje:

Meksyk- Kuba- Gwatemala- Panama- Peru- Boliwia- Brazylia- Argentyna- Chile-Nowa Zelandia- Japonia- Chiny- Hong Kong- Tajlandia- Filipiny- Kambodża- Wietnam- Laos- Singapur- Anglia- Irlandia. 

W sumie 21 krajów w ktorych trochę pobyłem i coś zobaczyłem (czasem co prawda bardzo krótko, Anglia to tylko kilka godzin w Londynie, a Irlandia to weekend w Dublinie. W pozostałych trochę dłużej).
Teraz dla bardziej zainteresowanych wersja dokładniejsza, tak, zeby można było prześledzić palcem na mapie. Muszę to zapisać chociażby dla siebie, bo sam zaczynam zapominać różne nazwy.

Warszawa - Londyn - Miami - Cancun - Tulum - Isla Mujeres - Havana - Trynidad - Maria la Gorda - Vinales - Havana - Cancun - Tulum - Merida - Palenque - San Kristobal de las Casas - San Juan Chamula (czyt. Ciamula...) - Tulum - Flores - Tikal - Lanquin - Antigua - Livingston - San Pedro de Atitlan - Guatemala City - Panama City - San Blas - Lima - Paraquas - Kanion Colca - Puno - Jezioro Titicca - Cuzco - Lima - Huaraz - Lima - Puno - La Paz - Salar de Uyuni - Potosi - Sucre - Santa Cruz - Corumba - Sao Paulo - Rio de Janeiro - Sao Paulo - Foz de Iguazu - Buenos Aires - El Calafate - El Chalten - Ushuaia - Parque nacional Torres del Paine - Santiago de Chile - Auckland - Wellington - Nelson - Fox Glacier - Queenstown - Milford Sound - Dunedin - Moeraki - Christchurch - Picton - Wellington - Auckland - Tokio - Enochima - Kioto - Nara - Tokio - Szanghaj - Nanjing - Beijing - Wielki Mur - Szanghaj - Hong Kong -Bangkok - Kanchanaburi - Bangkok - Manila - Busuanga - Manila - Bangkok - Koh Phanghan - Koh Tao - Krabi - Koh Phi Phi - Bangkok - Siem Riep - Phnom Penh - Sihanoukville - Kampot - Bokhor Hill - Mekong Delta - Saigon - Nha Trang - Hoi An - Hue - Hanoi - Halong Bay -  Hanoi - Ban Xai - Kong Lo -Vientianne - Ban Na - Vang Vieng - Luang Prabang - Rzeka Mekong - Chiang Mai - Bangkok - Singapore - Londyn - Dublin - Londyn - Warszawa
ufff....
Przepraszam za blędy, zupełnie nie mogę sie przyzwyczaić do pisania z polskimi literami.

czwartek, 25 września 2008

BA 12

Jestesmy w Singapurze. Nie spotkalismy niestety slynnego Roberta Kubicy, ktory bedzie sie tu scigal w niedziele. Singapur to ten straszny kraj, w ktorym za wyrzucenie gumy na ulicy placi sie 800 zl, a posiadanie narkotykow karane jest smiercia. Z mojego, bardzo krotkowzrocznegi i selektywnego punktu widzenia ta wyspa jest to nie tyle straszna, co nudna. Centra handlowe, bloki, parki i woda dookola. Slyszalem o tych strasznych karach za wszystko, co tylko mozna sobie wyobrazic, o potwornym, faszystowskim rzadzie. Moze tak jest, ale ja nie widzialem ani duzo policjantow, ani duzo strasznych ogloszen. Glowna roznica miedzy Singapurem i reszta krajow w regionie jest taka, ze jest czysto i wszystko dziala. Co oczywiscie nie wyklucza sie z 'nudno'. Mieszkamy u Jeniffer i Romaina, pary z Couchsurfingu. Sa tu juz od roku i nie moga doczekac sie wyjazdu. Nudno.
My wyjezdzamy za kilka (5) godzin. Karolina przez Paryz do domu, a ja przez Londyn do Dublina.BA12. (myslalem wczesniej, ze zawsze sa 3 albo 4 cyfry). To jeszcze nie powrot do domu, ale powrot do brata i kraju dosc dobrze znanego. Taki powrot stopniowany, zeby nie bylo szoku rzeczywistosciowego.
Sila rzeczy robi sie nostalgicznie, ale poki co tylko troche. Kazdy ma chyba takie swoje momenty w podrozy, w ktorych go "chwyta". Dla mnie to jest samotne czekanie na odlot w odpowiedniej bramce, okolice startu i czasem ladowania (pod warunkiem, ze nie jestem strasznie spiacy). O tym, ze lotniska sa miejscami magicznymi mowilo juz bardzo duzo osob. Ja w zwiazku z tym duzo wiecej nie bede, ale polecam scene na lotnisku w "Dogmie" K. Smitha. No moze troszke napisze.
Taki lot (zwlaszcza samotny) sklania do przemyslen- zaczyna sie od prostego "skad i dokad lece", ale przy odrobinie nastroju i darmowych drinkow latwo przeradza sie w "skad przychodze i dokad podarzam". Co osiagnalem, jaka droge przebylem. Co zapamietam, czy to cos zmieni i takie bzdury. Oczywiscie jest wiele sposobow odwrocenia uwagi od tych strasznych mysli- naduzycie darmowych drinkow, filmy i gry w samolocie, iPody, Gejmboje, Plejstejszony i inne dziwadla. To chyba w ogole taka prawidlowosc- czlowiek potrafi zrobic bardzo duzo, zeby tylko uciec przed mysleniem. Zobaczymy jak mi pojdzie, od tego zalezy poziom nostalgicznosci nastepnego, europejskiego wpisu.

sobota, 20 września 2008

Back to Bangkok

Jestesmy z powrotem w Bangkoku. Nasz hotel ma przy wejsciu tabliczke. Z jednej stony "wolne pokoje", a z drugiej "brak miejsc". Normalnie wiesza sie ja na drzwiach tak, ze dla zainteresowanych widac tylko jedna, odpowiednia strone. Tu nie ma drzwi, znak wisi wiec na slupie w taki sposob, ze idac z jednej strony ulicy dowiadujemy sie, ze sa wolne pokoje, a z drugiej ze pokoi brak...

wtorek, 16 września 2008

Dlaczego w Pak Beng nie ma ksiazek?

Zaczyna sie od kichniecia. Ot, niby nic, male a psik. Kto by sie spodziewal ile bardzo glebokich przemyslen (w okresach potencjalnego bezmyslenia) moze z tego wyniknac? Ja nie, ale wychodzi na to, ze chyba starczy na wpis. Nie taki sienkiewiczowski, ale tez nie fraszke.
Po tym kichnieciu przyszlo nastepne, i kolejne... kilka wrecz. Ot nic, mysle sobie, bezduszna klimatyzacja i tyle. Nie tak latwo. Pozniej przyszly smarkniecia i lzawienie oczu. Pokoj bez klimatyzacji nie zaradzil calej sprawie. Swierze powietrze podczas splywu Mekongiem wrecz ja pogorszylo. Musialem spojrzec prawdzie w oczy... Alergia. (w tym miejscu wypada mi przeprosic wszystkich, ktorzy liczyli na jakis powazniejszy akszon typu Ebola, Denge czy malaria).
Nie jest to jakas specjalnie uciazliwa alergia, niezbyt silna. Mam rozowe chusteczki z Klapouchym w kieszeni i niewiele ponadto sie w moim zyciu zmienilo. Chociaz z drugiej strony pojawily sie przemyslenia.
Gdybym tej alergii teraz nie dostal, to bym nie zauwazyl, ze jej wczesniej nie mialem. Bo bylo tak. W lipcu i sierpniu, ktore potrafily wczesniej zaatakowac z zaskocznia i z pelna moca, siedzialem sobie na bezpylkowej lodzi w Zatoce Meksykanskiej. W kolejnych miesiacach niczego zlego sie nie spodziewalem, a cos zlego najwyrazniej nie spodziewalo sie tez mnie. Niebezpieczny kwiecien spedzilem w zimnej Patagonii. Zdradliwy Maj w jesiennej, juz przekwitlej acz pieknej, Nowej Zleandii. Trudny czerwiec okazal sie laskawy w Japonii i Chinach. I tak nic. Czlowiek zapomnialby, ze go cos zlego ominelo, ze ma kolejny powod do radosci. Szczescie oparte jest na kontrastach i bez tego, choc troszke zlego, trudno docenic to cale dobro. Wiem, ze Ameryki tym stwierdzeniem nie odkrylem. Nie odkrylem pewnie nawet Mragowa, ale zawsze chyba warto wspomniec. 
Koniec podrozy (tak tak, zostalo juz tylko 13 dni) jest czasem nostalgicznych przemyslen i podsumowan. Co raz wiecej rzeczy zapisuje ostatnio w swoim Zeszycie Do Wszystkiego. ZDW to takie narzedzie, ktore w zasadzie kazdy podroznik posiada. Zapisuje sie tam adresy, maile, nazwiska, a takze wszelkie powazne informacje, ktore moga byc potrzebne w najblizszym czasie (numery ambasad, adresy hosteli, kody, rachunki, kosztorysy itp). Zapisujac dzis stwierdzilem, ze moj ZetDeWu jest w zasadzie pusty. Ot, z 10 malych stron zapisanych przez 11 miesiecy. Czesc tlumaczy istnienie Facebooka- tam zapisani sa znajomi, co wiecej maja przy swoich imionach i nazwiskach zdjecia, wiec wiadomo kto jest kto. Reszte wytlumaczylem sobie tak:
W ZDW zpaisuje sie rzeczy (po)wazne, takie ktore musimy wiedziec, ktorych nie mozna zpaomniec. Brak zapisow, oznacza ze nic nie musimy wiedziec, ze nic sie zlego nie stanie, jak czasem cos zapomnimy. Brak obowiazkow i zmartwien czyli... kolejny powod do rodosci!
Przez ostatnie dwa dni splywalismy Mekongiem z Luang Prabang, przez Pak Beng do Huay Xai. Tam przekroczylismy granice i dzis, radosnym Minibusem prosto do Chiang Mai, kulturowej stolicy Tajlandii (tak mowi Przewodnik, sam tego oczywiscie nie wymyslilem). W Pak Beng byl kiedys sklep z uzywanymi ksiazkami. Niestety (przynajmniej dla nas) wlasciciel Austriak zrobil swojej Laotance dziecko po czym zabral ja do Austii, zeby dziecko nauczylo sie wszystko robic rowno. Moj tata bylby zachwycony, ale w Pak Beng nie ma juz ksiazek...

środa, 10 września 2008

Rzeczy, ktore juz nie dziwia

Nie dziwi mnie, ze wsiadajac do autokaru widze plastikowe stolki polozone miedzy siedzeniami-autokar nie ma juz 48+1 tylko 68+1 miejsc.
Nie dziwi mnie, gdy w wystawionym przed wejsciem menu restauracji pojawia sie 'space pizza", czyli pizza z Marihuana lub Haszyszem.
Nie dziwi mnie gdy na jednym skuterze jedzie piecio-osobowa rodzina.
Nie dziwi mnie, ze 12 letnie dziecko pali papierosy razem z rodzicami.
Nie dziwi mnie, ze przed wejsciem do spozywczego musze zdjac klapki.
Nie dziwi mnie ze kierowca pojazdu naciska klakson mijajac kazdy pojazd/pieszego/krowe.
Nie dziwi mnie, ze krowy pasa sie na boisku szkolnym, ze leza na drodze krajowej i ze kapia sie w rzece razem z cala wsia.
Nie dziwi mnie, ze autobus nie zatrzymuje sie na przystanku dla autobusow tylko pod jakims hotelem.
Nie dziwi mnie bialy mezczyzna okolo piedziesiatki z zolta dziewczyna okolo szesnastki.
Nie dziwi mnie bialy mezczyzna okolo piedziesiatki z zolta dziewczyna, ktora na pewno urodzila sie mezczyzna.
Nie dziwi mnie, ze kazdy posilek jem w bardze/restauracji/na straganie. Ostatnia kuchnie mialem do swojej dyzpozycji w czerwcu w Nowej Zelandii.
Nie dziwi mnie, ze kawalek jezdni na drodze krajowej zsunal sie dwa metry w dol po wieczornym deszczu.
Nie dziwi mnie, ze moj kierowca podczas 6 godzinnej podrozy na zmiane pluje i beka. Nie dziwi, ale nie koniecznie cieszy.
Nie dziwi, ze do schabowego z ziemniakami dostaje w restauracji lyzke i paleczki.
Nie dziwi mnie, ze jak wstane rano to spotkam na ulicy setki mnichow z malymi koszykami an ryz.

Niech was wiec nie dziwi kilka ostatnich zdjec z folderu Laos i to, ze jutro bedziemy pewnie jedzili na sloniach!

piątek, 5 września 2008

Dialogicznosc blogiczna

Zatem

1. Wietnam mimo wszystko warto odwiedzic, zeby nie bylo. Ale jak juz sie jest w okolicy, to napewno warto wstapic do Laosu bo i ludzie mili i widoki ladne i pozniej mozna opowiadac: A
wiesz, kiedys jak bylem/am/isy w Laosie to...

2. Good Morning Vietnam wyslane do NG, w ogole galeria wybranych zdjec na samym dole albumu picasa, zobaczymy, a nuz (o? ale raczej to u) cos sie uda.

3. Numerki ma tylko kilkaset wybranych kobiet... ale jakich!:)

4. Slonie nie przyszly, ale widzielismy cos co podobno bylo ich kupami (przepraszam za slownictwo, ale odchody brzmia mniej sumpatycznie moim zdaniem), wiec chyba rzeczywiscie tam bywaja.

5. Gdzie jest "cianie" ?

6. Szesc z piec nie pogada bo zycia szkoda na takie glupoty.
Jestesmy w Vang Vieng. podroz- 180 km zajmuje 4 godziny. To i tak nic, kolejny odcinek, ktory zamierzamy pokonac- ok 170km do Luang Prabang to podobno minimum 7 godzin jazdy... Tymczasem w planach sporty wodne nad rzeka Nam Song (przy czym Nan to chyba znaczy rzeka wiec rzeka Song) .
Tan wpis sponsoruje deszcz, ktory zawziecie pada za drzwiami i uniemozliwia wyjscie z cafejki.
ps. Zamiescilem link o pamietnikow G. Orwella przerobionych na bloga. Ciekawie sie zapowiada moim zdaniem, z tym, ze tak sie zapowiada jedynie po angielsku.

niedziela, 31 sierpnia 2008

Wietnam

Pisze z Vientiane, ktory, jakkolwiek Wietnamsko by jego nazwa nie brzmiala, jest stolica Laosu. Laos to taki zupelnie inny, niepozorny kraju "na lewo" od Wietnamu. Z tegoz Laosu (mniej lub bardziej tradycyjnie ) 10 punktow o Wietnamie z akcentami kambodzansko-Laotanskimi.
Zabawilismy tam 16 dni, krocej niz to bylo w planach. Zwiedzilismy tylko najbardziej turystyczne miejsca, niemniej pewne wnioski zawsze wysnuc mozna .

Wietnam jest krajem:

1. Ludzi Przedsiebiorczych
P nie przypadkowo duze, bo i ta przedsiebiorczosc imponujaca. Czysto wskaznikowo to sie sprowadza do bardzo szybkiego wzrostu gospodarczego utrzymujacego sie od ponad 10 lat. Taki mlody azjatycki tygrys, a nie tak dawno temu trzeci najbiedniejszy kraj swiata. A w praktyce? W Wietnamie nie ma rzeczy niemozliwych, kazdy moze zalatwic dla ciebie wszystko-wycieczki, autobusy, pranie, kobiety, wymiane pieniedzy. Kiedy okazja wpada w rece Wietnamczyk trzyma ja z calych sil i nie wypusci za wszelka cene.

2. Historycznie doswiadczonym
Tak tak, przy historii wietnamskiej nasza to raczej spacerek po deszczu, a amerykanska wojna w Wietnamie to tylko wierzcholek gory lodowej. Wrog numer 1 to zdecydowanie Chinczycy i ostatnie kilka lat wspolpracy nie przycmi raczej latwo poprzednich 2 tysiecy wrogosci i czestej okupacji.

3. Ludzi solidarnych
Tu nawiazujemy do przedsiebiorczosci. Bo na przyklad autobus wietnamski zatrzyma sie na osmio-godzinnej drodze po 6 godzinach, a pozniej np po jednej. Dlaczego? Bo akurat tam restauracje maja znajomi-rodzina. Podobnie zawiezie cie pod zaprzyjazniony Hotel a nie jakas nudna stacje autobusow. Rozda ci ultoki, zacheci, przekona, wytlumaczy. Podobnie jest w Kambodzy, ale chyba wietnamczycy byli bardziej efektywni.
Autobus to jeden z przykladow, innym bedzie wspolnota zbrodni. Bo np. Jak jeden wietnamczyk zrobi cos ewidentnie nieuczciwego turyscie, to drugi bedzie stal raczej po stronie wspolobywatela, nawet jesli mu sie jego zachowanie zupelnie nie podoba. Oprocz jednego wlasnego i bardzo nieprzyjemnego przykladu, znalazlem sporo na forach internetowych i w literaturze- np. Wspolne naciaganie turysty-klienta przez sprzedawce i innych klientow-witnamczykow. Przykre i czestsze niz w innych odwiedzonych przeze mnie krajach.

4. Ludzi niesolidarnych
Czyli na odwrot niz punkt nr. 3. I to chyba najbardziej gorzka konkluzja z tego krotkiego pobytu. Bo to nie tylko Wietnamczyk-turyscie wilkiem, ale i Wietnamczyk-Wietnamczykowi. Oczywicsie nie wszyscy, jestem wrecz pewien, ze nawet nie wiekszosc, ale jakis taki odczuwalnie duzy odsetek, znacznie wiekszy niz gdzie indziej (np. W pobliskich Kambodzu i Laosie tego tak bardzo nie odczuwalem). Wietnamczycy maja tendencje do oszukiwania sie nawzajem (doswiadczenia wlasne i literatura), sa dla siebie czesto niesympatyczni, a w duzych miastach dosc agresywni (tradycyjnie widac to najlepiej na drogach).
Od kiedy wyjechalem w te podroz chyba pierwszy raz pisze o jakims kraju cos tak niedobrego. Nie jest to latwe. Spotkalem po drodze sporo nieuczciwych osob, bylem okradany, naciagany, zle traktowany, ale to byly rzadkie wydarzenia, ktore zawsze tonely w morzu ciekawych ludzi, miejsc i zdazen. W Wietnamie jakos utonac nie mogly i nic na to nie poradze.

5. Rozciaglym rownoleznikowo,
a co za tym idzie zroznicowanym. Na poludniu jest delta Mekongu, rowniny, rozlewiska i goraco. Na polnocy jest troche mniej goraco, sa gory, wieksze roznice klimatyczne. Na poludniu Ryz dojrzewa trzy razy do roku, a na polnocy dwa. Polnoc wygrala wojne i zajela poludnie, a poludnie ja przegralo. Poudnie kolaborowalo z Amerykanami, a polnoc przeszlo przez prawdziwe pieklo w trakcie wojny. itd itp. Zatm owa rozciaglosc rownoleznikowa niesie za soba bardzo duzo nie az tak oczywistych roznic.

6. Zupy Phu
Takie nudle z miesem i roznymi zielonymi rzeczami w srodku. Na poludniu z wieprzowina a na polnocy z wolowina (albo na odwrot) Ekonomiczna pychota!

7.Krajem Kopii
Skopiowane jest wszystko; ksiazki, plyty, czekoladki, hotele, biura podrozy... Niech no tylko cos wyrobi sobie dobra marke, a juz bedzie jego imiennikow pelno wokolo. I to nie sa czesto podrobki typu Adidos, ale nazwy i loga identyczne, co dobry hotel sasiada. Kupno nowej, orginalnej ksiazki graniczy z cudem.

8. Pory deszczowej i mokrej, goracej i nieco mniej goracej
To oczywiscie nic wyjatkowego, ale powoli ucze sie, ze planowanie podrozy powinno zawierac rozeznanie klimatologiczne. Bardzo odkrywcze, wiem.

9. W ktorym jest Halong Bay.
Podkreslam to, bo nie udalo mi sie zrobic zadnych spektakularnych zdjec tego miejsca, a jest przepiekne. Prawie dwa tysiace wysp i wysepek w zatoce Halong to cos nie do zapomnienia.


10. W ktorym nigdy nie wiesz co przyniesie jutro...
...a monotonia jest wielkim wrogiem ciekawego zycie.

Mimo wszystko musze sie przyznac, ze z radoscia Wietnam opuszczalem i raczej tak bardzo predko tam nie wroce. Opuszczalem go dla Laosu, ktory jest Wietnamu calkowitym zaprzeczeniem. Biedny, rozwijajacy sie powoli, ospaly, leniwy... Ludzie zdaja sie byc tu bardzo ciepli i nienagabywujacy, co w tej chwili bardzo doceniam. Drugiego dnia mieskzalismy w malej drewnianej chatce z Lotanska rodzina. Uczylem dzieci magicznych sztuczek, ktorych mnie naczyly dzieci w Tajlandi. Pan i Pani domu zawiazli Kaorolinie i mi obraczki i odprawili modly za bezpieczny powrot do domu. Plynelismy lodzia przez siedmiokilometrowa rzeke w jaskini, swietowalismy otwarcie restauracji, kibicowalismy na wyscigu lodek...
Jutro jedziemy sprobowac znalezc dzikie slonie ktore kiedys zeszly z gor zjadac rolnikom trzcine cukrowa. Jest dobrze.
zdjecia z Laosu
zdjecia z Vietnamu (ta galeria co wczesniej ale kilka nowych zdjec)

czwartek, 21 sierpnia 2008

Klakson

Zarys Teorii Klaksonu
Polacy nie doceniaja potegi klaksonu. Klakson w Polsce jest tylko jednym z wielu elementow samochodu/motoru/traktoru. Elementem raczej niezbyt czesto uzywanym, drugorzednym. No nawet gdy myslimy o jakims kierowcy, ze "naduzywa" klaksonu, to znaczy, ze trabi w korku albo jak ktos za wolno rusza na swiatlach. Biedni my, nie wiemy jaki w klaksonie tkwi potencjal! Wiedza o tym natomiast Wietnamczycy. Ba! Wiedza w zasadzie wszyscy- Filipinczycy, Tajowie, Chinczycy, Boliwijczycy, Gwatealczycy. Klakson byl/jest w wiekszosci odwiedzanych przeze mnie krajow elementem ksztaltujacym rzeczywistosc komunikacyjna. Nie chodzi tu oczywiscie tylko o to, ze duzo sie trabi. Trabic kazdy moze, chodzi o tego trabienia funkcjonalnosc!
Klakson ma funkcji wiele, oto wykaz niektorych z nich, czyt. sytuacji drogowych w ktorych nalezy uzywac klaksonu:
-jade
-uwaga, jade
-jade i jestem duzym samochodem
-jade i jestem malym skuterem
-jade i mi sie spieszy
-wyprzedzam
-dojezdzam do skrzyzowania
-ruszam ze skrzyzowania
-przejezdzam przez skrzyzowanie
-wlaczam sie do ruchu
-szybko musze sie wlaczyc do ruchu
-czesc Ping, kupe lat!
-Witaj kierowco tej samej firmy przewozowej
-Witaj kierowco konkurencyjnej firmy przewozowej
-Dojezdzam do zakretu i nie wiem co jest z drugiej strony
-Jest kaluza wiec wjezdzam w zakret jadac nie moim pasem ruchu
-wyprzedzam, ale nie widze co jest przede mna
-mam ladny/glosny/piskliwy klakson
-nic sie specjalnego nie dzieje, draznie sie tylko z pasazerami mojego autobusu
i wiele, wiele innych...
Jak sie domyslamy klakson jest w uzyciu bardzo czesto, czasem niemalze permanentnie. Choc niektorym moze sie to wydawac dosc irytujace, to niech spojrzy, ilez taki klakson trabi ze soba ulatwien! Nie ma problemu drogi podporzadkowanej, rower/pieszy/skuter moze przemieszczac sie srodkiem drogi dopoki (u?) ktos nie trabnie, wiem za za zakretem nikogo nie ma (jakby byl, to by trabil). itp. Egzamin na prawo jazdy jest latwiejszy, trzeba tylko dobrze opanowac obsluge klaksonu. Biegi, smsy, kierownica, tusz do rzes- wszystko jedna reka, bo druga obsluguje klakson.

Wszystko trabi
Opisane zostaly zatem funkcje spoleczne klaksonu, czas pochylic sie na moment nad psychologia. Poniewaz nie mam odpowiedniego wyksztalcenia nie bede sie w tym temacie specjalnie madrzyl. Jak wsluchiwanie sie w klakson przez 12 godzin wplynie na psychike jednostki, jednostka moze odpowiedziec sobie sama. Zeby to jej (jednostce) umozliwic nalezy tylko doprecyzowac z jakim/jakimi klaksonami mamy doczynienia.
Typologia Klaksonu
Dosc dlugo zostanawialem sie jak opisac poszczegolne rodzaje klaksonow. Na poczatku przychodzi do glowy np.
Klakson cichy-nie az tak cichy- dosc glosny- bardzo glosny - zdecydowanie za glosny.
Szybko jednak zrozumiemy, ze zabraknie precyzyjnego okrezlenia natezenia swidrowania:
Klakson nie swidrujacy w glowie- podswidrowujacy- swidrujacy-swidrujacy niemilosiernie- prosze zatrzymac autobus, wysiadam.
Na pomoc wkracza matematyka.
Klakson nalezy opisywac w przestrzeni, trzema funkcjami. Na tym etapie mama pewnie zlapie sie za glowe. Chodzi o to, ze juz nie tylko wysokosc i szerokosc, ale tez glebokosc.
Zatem w przypadku klaksonu wysokosc, szerokosc i glebokosc to Glosnosc, Czestotliwosc (zwana tez swidrowaniem mozgu) i Uwewnetrznienie (dotyczy tylko pojazdow zamknietych, skutery opisujemy na plaszczyznie)
Glosnosc i swidrowanie nie wymagaja chyba doprecyzowania, niektorych moze zastanawiac natomiast to uwewnetrznienie. Z tego, jak istotnym jest ono elementem zdalem sobie sprawe dopiero dzisiaj. Uwewnetrznienie to stopien w jakim klakson trabi do wnetrza pojazdu zamiast na jego zewnetrze.
Empiria
Do Wietnamu splynelismy Mekongiem. Slonce, male lodki, a w delcie zalane pola ryzowe, pranie, krowy, kury kaczki... Nie bylo klaksonu-bylo cudownie.

Dalej byl autobus do Saigonu czyli Ho Chi Minh City ( intensywnosc klaksonowa, ale niezle uzewnetrzniona). W Saigonie Muzeum Wojny w Wietnamie. Duzo bardzo smutnych zdjec, obarazow, filmow. Klakson staje sie drugorzedny. Z Sajgonu do Nha Trang, a tam nurkowanie (zadnych klaksonow, tylko bombelki-cudownie), plywanie, opalanie, tancowanie, muzykowanie. Z Nha Trang do Hoi An (autobus nocny-sypialny. Klakson raczej nieirytujacy az do godzin porannych, kiedy to z koleji uwewnetrzniony i swidrujacy nieprzyzwoicie). W Hoi An szok. Cisza, spokoj, pieknie, z glosnikow na starym miescie leci stara francuska muzyka. Czemu tu jest tak fajnie?
1) zabudowa miasta miala bardzo duzo szczescia podczas wojny- nie zostla doszczetnie zniszczona jak wiekszosc innych.
2) W wyznaczoncyh godzinach zakaz ruchu motorow i samochodow, a co za tym idzie brak klaksonu.
Hoi An jest zatem przykladem na to, jakby tu moglo byc cudownie gdyby nie bylo wojny i klaksonu. Jezeli ktos wybiera sie do wietnamu to musi Hoi An koniecznie odwiedzic (pisze, bo to nie jest takie oczywiste miejsce dla wieksozsci turystow, sa tu w zasadzie tylko zaklady krawieckie (tysiac) i kilka starych ulic).

Kolezanki Hoi-Anki
Z Hoi An do Hue, gdzie jestem teraz. To wlasnie podczas tej, 5cio godzinnej podrozy przekonalem sie jak bolesne moze byc uwewnetrznienie klaksonu. Kierowca nawet nie wie, jak niewiele brakowalo, by zostal uduszony golymi rekami przez jednego mlodego pasazera. Przygoda trwa, mam nadzieje na lepszy klakson jutro.

środa, 13 sierpnia 2008

Kambodza przejazdem

(The Ranger House in Bokhor)
Tonight an evening integration at the rangers’ house in Bokhor. Our guide (29) mentions how he must trick his parents each time he goes out to a Karaoke place. He tells them he’s off to the pub or to see a friend, while in reality he is sneaking out to the illegal sing-alongs…
Igrzyska rozpoczelismy na plazy w Sihanoukville- kambodzanskim kurorcie plazowym. Chyba jedynym, choc plaz jest tu sporo. Dalej Kampot i dwudniowa wycieczka na Bokhor Hill station, takie wysokie wzgorze, gdzie jak na lokalne standardy jest bardzo zimno- nawet 10 stopni w nocy... Tygrysa nie spotkalismy, ptaki slyszelismy, a mnie i 3 inne osoby pogryzly niemilosiernie jakies niewidzialne insekty. Oj boli! Uciekalismy ze sie kurzylo. W domku straznikow lesnych z Bokhor wieczorna integracja. Nasz przewodnik (29 lat) opowiada nam, jak musi oszukiwac rodzicow gdy wychodzi na Karaoke. Mowi, ze idzie do kolegi, albo baru, a tak naprawde wymykaja sie na nielegalne podspiewki... a w ogole, to w Kampocie juz nie ma legalnego baru karaoke. Byl jakis czlowiek co sie w tych barach strasznie denerwowal i klocil z roznymi ludzmi. Raz mu sie spodobala czyjas dziewczyna. Z jej chlopakiem wyszli wiec na zewnatrz. Piesci? nie, jeden drugiego zastrzelil, to cywilizowany kraj, nie beda sie bic jak zwierzeta. Rzad zamknal wszystkie bary karaoke do odwolania. Sa jednak te podziemne...
Jutro chyba bedziemy w Wietnamie, trudno powiedziec, bo plany sie dosc szybko zmieniaja.
Zdjecia Kambodzanskie

piątek, 8 sierpnia 2008

Zarys (bardzo pobiezny) historii Kambodzy i co z tego wyniklo

(Pablo on his disappearance, excerpt from a good-bye letter)
‘Come what may, I want you to know that I’m happy. I’ve got new friends here, I’m learning a new language, I’m swinging on a hammock and basking my fur in the sun.’
Dostalem krotki list od Pabla... o tym jednak na koncu, w ramach rozluznienia po raczej przygnebiajacym i dlugim wpisie.
Zaczelo sie od romansu. Pewien Indyjski Brahmin typu ksiaze przejezdzal przez okolice na koniu i strzelil z magicznego luku w lodke pewnej pani. Ta pani to byla ksiezniczka, corka Wodza Smoka. Ten wodz strasznie sie przestraszyl i dal im we wladanie swoje ziemie. Tak podobno powstala Kambodza. Pozniej dzieje sie duzo roznych rzeczy, o ktorych wcale tak duzo nie wiemy i jest IX wiek (a pozniej kilka nastepnych). W tym okresie Kambodza (nazywana wowczas imperium Khmerow- do owych Khmerow bedzie pozniej duzo odniesien) byla bardzo poteznym krajem. Rozrastala sie na tereny bedace obecnie czesciami Wietnamu, Laosu, Tajlandii. W slynnym Angkorze mieszkalo okolo miliona ludzi, wtedy, gdy w malym miasteczku London, w zamglonej Anglii 50 tysiecy. W tym czasie w Kambodzy powstaje wielki Angkor Wat i duzo innych poteznych swiatyn.
Ow kilka "zlotych wiekow" konczy sie w okolicach XIII. Przez nastepnych kilka set lat nie dzialo sie nic dobrego. Duzo wojen i zmniejszania terytorium na rzecz zaborczych sasiadow. Wazny jest rok 1863. W tym to roku krol Norodom dogadal sie z Francuzami (nie mial zbyt dobrej pozycji do jakichkolwiek negocjacji) i Kambodza stala sie protektoratem Francji, czescia Indochin. Bylo tak az do 1954 roku. Dlatego np. teraz duzo starszych osob mowi w Kambodzy po francusku, sa francuskie menu, kawiarnie i bagietki.
Kambodza stala sie monarchia konstytucyjna pod wodza krola Norodoma Sihanouka. Ow Norodom jest postacia zdecydowanie ponadprzecietna. Abdykowal w roku 2004, ale w miedzy czasie wydazylo sie w jego zyciu bardzo duzo. Byl premierem, ksieciem, prezesem rady narodowej, monarcha na uchodzctwie... Ksiega rekordow Guinessa (to znalazlem w wikipedii, ale mysle ze mowi prawde) uznaje go za polityka, ktory piastowal najwieksza ilosc roznorakich stanowisk politycznych. Ale ale! Norodom jest czlowiekiem renesansu. Ciezka dola wladcy nie przszkodzila mu w spelnieniu artystycznym. Nie wiem ile pelnometrazowych filmow wyprodukowal, ale na pewno ponad 9. Byl przy nich scenarzysta, rezyserem, producentem, operatorem, aktorem... zatrudnial ministrow ze swojego rzadu i kazal wszystkim ogladac. Splodzil tez co najmniej 12 dzieci z piecioma zonami, choc, prawdopodobnie (ale tak bardzo) jest homoseksualista. Najbardziej w zyciorysie Norodoma zaskakuje jednak to, ze przezyl. Wbrew wszystkiemu.
Na tym etapie, a konkretniej okolo roku 1970, historia Kambodzy zapisuje swoje najczarniejsze karty. General Lon Nol, wspierany przez USA, przejmuje wladze w skutek puczu. W sasiednim wietnamie trwa krwawa wojna. Wietnamczycy ukrywaja sie na terenie neutralnej Kambodzy na co USA odpowiadaja nielegalnymi, zmasowanymi bombardowaniami. Tu znowu pada jakis smutny rekord, nie pamietam, ale chyba na Kambodze spadla najwieksza ilosc bomb w historii albo cos tego typu. Skutki bombardowania sa brzemienne. Tysiace zabitych, 2 miliony uchodzcow ucieka do stolicy-Phnom Penh (zwiekszajac populacje 3 krotnie). Tysiace chlopow przylaczaja sie do partyzantki Czerwonych Khmerow. Wiedzie ich propaganda polaczona z nienawiscia do Ameryki i popieranego przez Amerykanow rzadu Lon Nola. W ten sposob USA przyczyniaja sie znacznie do zwyciestwa Czerwonych Khmerow (to nie ja to wymyslilem, tylko szanowani historycy, historii tej rewolucji uczylem sie na studiach). W roku 1975 Czerwoni Khmerzy wkraczaja do Phnom Penh i przejmuja wladze nad krajem.
Kim sa ci Czerwoni Khmerzy? To oczywiscie bardzo skomplikowane, kwalifikuje sie ich jako komunistow, ale to raczej jest cos unikalnego, co najlepiej ilustruja ich "dokonania". Przywodca, Pol Pot, wraz z innymi, swiatlymi Kambodzanczykami, ksztalcil sie w latach 50 w Paryzu. Tam wstepuja do partii komunistycznej i rozwijaja swoje pomysly na swietlana przyszlosc wlasnego narodu. Pol Pot nawet nie konczy uniwersytetu. W latach 60 wracaja do kraju i rozpoczynaja walke. Beda stali na czele morderczego rezimu.
W czasi nieco ponad 3 i pol roku rzadow udaje im sie zabic okolo jedna trzecia populacji kraju. Okolo 1,5 miliona ludzi (szacunki bardzo rozbiezne, od 1 do 3 mln...). Teoretycznie systemem rzadzi jakis porzadek, ale w praktyce zginac mozna bylo za wszystko. Intelektualisci (kazda wyksztalcona osoba), homseksualisci, ludzie z ladnymi rekami, mnisi i kazdy posadzony przez kogokolwiek o bycie "Kmangiem" (wrogiem). Powstaje wiezienie Tuol Sleng, ktore zwiedzalismy przedwczoraj (wczesniej szkola, widac klasy, w niektorych salach wisza tablice). Okolo 14 tysiecy ludzi wyjechalo stamtad prosto na "pola smierci" czyli do masowych grobow. Przezylo 7 (siedem).
Tuol Sleng
Oprocz zabitych, Czerwoni Khmerzy wyrzadzili swojemu krajowi ogromne krzywdy na kazdej innej plaszczyznie. Zamkneli szkoly, praktycznie zlikwidowali przemysl, wszelka nauke i kulture (oprocz niewielkiej ilosci kultury rewolucyjnej). Kluczem do sukcesu narodu miala byc uprawa ryzu. Rozbite rodziny mieszkajace w kooperatywach, analfabetyzm, glod, choroby i brak lekarzy. W 3 i pol roku udalo im sie cofnac kraj Bog wie ile lat wstecz. Walczac z Wietnamczykami zaminowali kraj do tego stopnia, ze do dzis kazdego dnia gina i zostaja ranni dziesiatki ludzi, glownie dzieci. Okolo 5 milionow aktywnych min jest wciaz zakopanych w roznych rejonach kraju.
W 1979 roku wkroczyli Wietnamczycy. Niby lepiej, ale za to okupacja wrogiego narodu. Ponadto partyzantka Cerwonych Kmerow trwala nadal. Wietnamczycy wyszli w 1990 roku, ale kraj dalej nie byl bezpieczny. Na tym etapie zapadla jedna z najtragiczniejszych decyzji. W 1997 roku dokonano kolejnego zamachu stanu. W tym tez czasie konczy sie partyzantka. Nie konczy sie jednak pokonaniem Czerwonych Khmerow, lecz przyjeciem ich do rzadu. Tym sposobem, za cene pokoju, w rzadzie kraju zasiadaja mordercy. Brat numer jeden, Pol Pot, przywodca ruchu umiera w 1998 roku przed jakimkolwiek procesem. Niektorzy przywodcy gina podczas rewolucji, inni zyja na wolnosci, az do naturalnej smierci. Kilka bardzo znaczacych aresztowan odbylo sie dopiero w 2007 roku.
Jak ten kraj wyglada dzisiaj?
Dzisiaj Kambodza jest pelna bardzo cieplych i sympatycznych ludzi. Ludzie ci czesto nie potrafia niestety czytac, a jak juz potrafia to zwykle nie najlepiej. Niewiele osob przekracza podstawowke. Poziom higieny czy wiedzy o swiecie jest raczej znikomy. Choroby czesto lecza szamani i mnisi, noworodki odjezdzaja na skuterach ze szpitala. Z drugiej strony tempo rozwoju ekonomicznego jest bardzo wysokie, mimo olbrzymiej korupcji powstaja nowe drogi, szkoly, szpitale, hotele, mosty... Droga jest jednak dluga.
Na zakonczenie musze dodac cos jeszcze. Oto jeden z wpisow z ksiegi gosci wiezienia Tuol Sleng:
"It's been just a memoir for you now, but it is still a living nightmare for Burma..."
Tyle o Kambodzy. Wpis moze edukacyjny, ale
a) studiowalem to, wiec w koncu wiem o czyms troche wiecej niz jest w przewodniku
b) jestem pewien, ze np. moja Mama wiekszosci tych rzeczy nie wiedziala, a wiedziec w koncu wypada
c) Nie trzeba czytac

A teraz tekst krotkiego listu od Pabla....

Drogi amigo!

Przepraszam cie bardzo za moje niespodziewane znikniecie. Nie wiedzialem jak sie pozegnac i uznalem, ze tak bedzie najlepiej/najlatwiej. Zakochalem sie w Kambodzy i chce poznac ten kraj lepiej. Na razie chce tu zamieskzac, ale kto wie, moze kiedys spotkamy sie znowu. Niezaleznie od tego, co bedzie, wiedz ze jestem szczesliwy. Mam tu nowych przyjaciol, ucze sie nowego jezyka i wygrzewam futerko na hamaku. Zostalem tez w koncu uprany...
Mam nadzieje, ze koncowka twojej podrozy przebiegnie bezproblemowo. Wiem, ze mielismy to zrobic razem, ale jestes juz duzy i jakos sobie poradzisz. Zeby nie bylo ci jednak smutno, wyslalem do ciebie mojego kuzyna. Rowniez nazywa sie Pablo, w mojej rodzinie to typowe. Pablo Enter w jego przypadku.

Bywaj zdrow
Pablo

(tu odcisnieta mala lapka)

ps. Przepros wszystkich czytelnikow bloga w moim imieniu i pozdrow ich, zwlaszcza tego malego chlopca, Marcina i jego mame.
Pablo Enter