Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powroty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powroty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 października 2011

Z Manaus do Warszawy


Pobudka czwarta rano, temperatura trzydzieści stopni i mordercza wilgotność. Za tym akurat nie będę tęsknił. Nieprzytomny recepcjonista zastanawia się o co mi chodzi. Na szczęście zamówiony taksówkarz się nie zastanawiał, tylko przyjechał. Tanie linie Trip lubią  wczesne godziny i dużo międzylądowań. Z Manaus przez Porto Velho, Cuiabę, aż do San Paulo. Start, lądowanie, start, lądowanie, start, lądowanie. Zakaz opuszczania samolotu się przykrzy, ale przynajmniej zobaczyłem przez okno cztery brazylijskie lotniska i kawał krajobrazu. Co do lotnisk, to bez szaleństw, co do krajobrazu to muszę przyznać, że zieleni i wody w Brazylii nie brakuje. W San Paulo wiosna, więc rośliny kwitną i katar jest. Największe wrażenie z powietrza robią takie fioletowe drzewa, które co jakiś czas stoją sobie samotnie pośród morza zieleni. Zrobiłem zdjęcie podobnemu już na ziemi, ale efekt zdecydowanie mniej imponujacy. 




wtorek, 30 września 2008

Dom.

Ale po kolei -wróćmy do BA12. BA12 wystartował z godzinnym opóźnieniem. To niewiele, zważywszy, że lot trwał ponad 13 godzin, a do Londynu i tak doleciałem o czasie. Odcinek Dublin-Londyn to zupełnie inna historia- na lotnisku półtorej godziny przed odlotem, później godzina opóźnienia, a sam lot trwał 50 minut. Krótkie loty są absolutnie beznadziejne. 
W pierwszym samolocie otworzyłem magazyn promujacy miejsca wakacyjne, do których latały dane linie lotnicze. Jaka piękna plaża! Oczywiście, że pięknie, to plaża w Tulum, początek mojej wyprawy (listopad). W telewizorze Indiana Jones ululał mnie do snu zwiedzając prastare linie Nazca w Peru (luty). W pociągu z lotniska reklamy Nowej Zelandii i na zdjęciu Milford Sounds-bylem tam na dwudniowym rejsie (maj). Widziałem jeszcze reklamę Phi Phi w Tajlandii (koniec lipca), reklamę banku z Floating Markets (okolice Bangkoku, lipiec).  Naprawdę pocieszające. Pocieszające? Czesto myślałem sobie, że jak już skończę tę podróż, to będę miał poczucie, że widziałem kawał świata. Niestety w takich momentach zawsze pojawiał się ktoś kto mówił; "Filipiny? no ładnie, ładnie, ale to jednak nic w porównaniu do Wanatu" albo: " Naprawdę tak ci się tu podoba?! To chyba, powinienneś odwiedzić New Britain, tam to naprawdę jest ładnie"... Te plakaty pokazują, że nie wszystko stracone, ktoś jeszcze chce jeździć w te "nudne" miejsca które odwiedziłem...;) Pozostaje tylko cieszyć z mojej małej wyprawy i zbierać na kolejną, do Wanatu rzecz jasna.
Kilka zdjęć z ostatniego odcinka podróży: Singapur-Londyn-Dublin
Wyprawa. Zanim przjdziemy do rzeczy bardziej sentymentalnych (nie dzisiaj), można w końcu ostatecznie przedstawić jej trasę (w wielu miejscach zupełnie odbiega od wyznaczonego planu)
 Najpierw kraje:

Meksyk- Kuba- Gwatemala- Panama- Peru- Boliwia- Brazylia- Argentyna- Chile-Nowa Zelandia- Japonia- Chiny- Hong Kong- Tajlandia- Filipiny- Kambodża- Wietnam- Laos- Singapur- Anglia- Irlandia. 

W sumie 21 krajów w ktorych trochę pobyłem i coś zobaczyłem (czasem co prawda bardzo krótko, Anglia to tylko kilka godzin w Londynie, a Irlandia to weekend w Dublinie. W pozostałych trochę dłużej).
Teraz dla bardziej zainteresowanych wersja dokładniejsza, tak, zeby można było prześledzić palcem na mapie. Muszę to zapisać chociażby dla siebie, bo sam zaczynam zapominać różne nazwy.

Warszawa - Londyn - Miami - Cancun - Tulum - Isla Mujeres - Havana - Trynidad - Maria la Gorda - Vinales - Havana - Cancun - Tulum - Merida - Palenque - San Kristobal de las Casas - San Juan Chamula (czyt. Ciamula...) - Tulum - Flores - Tikal - Lanquin - Antigua - Livingston - San Pedro de Atitlan - Guatemala City - Panama City - San Blas - Lima - Paraquas - Kanion Colca - Puno - Jezioro Titicca - Cuzco - Lima - Huaraz - Lima - Puno - La Paz - Salar de Uyuni - Potosi - Sucre - Santa Cruz - Corumba - Sao Paulo - Rio de Janeiro - Sao Paulo - Foz de Iguazu - Buenos Aires - El Calafate - El Chalten - Ushuaia - Parque nacional Torres del Paine - Santiago de Chile - Auckland - Wellington - Nelson - Fox Glacier - Queenstown - Milford Sound - Dunedin - Moeraki - Christchurch - Picton - Wellington - Auckland - Tokio - Enochima - Kioto - Nara - Tokio - Szanghaj - Nanjing - Beijing - Wielki Mur - Szanghaj - Hong Kong -Bangkok - Kanchanaburi - Bangkok - Manila - Busuanga - Manila - Bangkok - Koh Phanghan - Koh Tao - Krabi - Koh Phi Phi - Bangkok - Siem Riep - Phnom Penh - Sihanoukville - Kampot - Bokhor Hill - Mekong Delta - Saigon - Nha Trang - Hoi An - Hue - Hanoi - Halong Bay -  Hanoi - Ban Xai - Kong Lo -Vientianne - Ban Na - Vang Vieng - Luang Prabang - Rzeka Mekong - Chiang Mai - Bangkok - Singapore - Londyn - Dublin - Londyn - Warszawa
ufff....
Przepraszam za blędy, zupełnie nie mogę sie przyzwyczaić do pisania z polskimi literami.

czwartek, 25 września 2008

BA 12

Jestesmy w Singapurze. Nie spotkalismy niestety slynnego Roberta Kubicy, ktory bedzie sie tu scigal w niedziele. Singapur to ten straszny kraj, w ktorym za wyrzucenie gumy na ulicy placi sie 800 zl, a posiadanie narkotykow karane jest smiercia. Z mojego, bardzo krotkowzrocznegi i selektywnego punktu widzenia ta wyspa jest to nie tyle straszna, co nudna. Centra handlowe, bloki, parki i woda dookola. Slyszalem o tych strasznych karach za wszystko, co tylko mozna sobie wyobrazic, o potwornym, faszystowskim rzadzie. Moze tak jest, ale ja nie widzialem ani duzo policjantow, ani duzo strasznych ogloszen. Glowna roznica miedzy Singapurem i reszta krajow w regionie jest taka, ze jest czysto i wszystko dziala. Co oczywiscie nie wyklucza sie z 'nudno'. Mieszkamy u Jeniffer i Romaina, pary z Couchsurfingu. Sa tu juz od roku i nie moga doczekac sie wyjazdu. Nudno.
My wyjezdzamy za kilka (5) godzin. Karolina przez Paryz do domu, a ja przez Londyn do Dublina.BA12. (myslalem wczesniej, ze zawsze sa 3 albo 4 cyfry). To jeszcze nie powrot do domu, ale powrot do brata i kraju dosc dobrze znanego. Taki powrot stopniowany, zeby nie bylo szoku rzeczywistosciowego.
Sila rzeczy robi sie nostalgicznie, ale poki co tylko troche. Kazdy ma chyba takie swoje momenty w podrozy, w ktorych go "chwyta". Dla mnie to jest samotne czekanie na odlot w odpowiedniej bramce, okolice startu i czasem ladowania (pod warunkiem, ze nie jestem strasznie spiacy). O tym, ze lotniska sa miejscami magicznymi mowilo juz bardzo duzo osob. Ja w zwiazku z tym duzo wiecej nie bede, ale polecam scene na lotnisku w "Dogmie" K. Smitha. No moze troszke napisze.
Taki lot (zwlaszcza samotny) sklania do przemyslen- zaczyna sie od prostego "skad i dokad lece", ale przy odrobinie nastroju i darmowych drinkow latwo przeradza sie w "skad przychodze i dokad podarzam". Co osiagnalem, jaka droge przebylem. Co zapamietam, czy to cos zmieni i takie bzdury. Oczywiscie jest wiele sposobow odwrocenia uwagi od tych strasznych mysli- naduzycie darmowych drinkow, filmy i gry w samolocie, iPody, Gejmboje, Plejstejszony i inne dziwadla. To chyba w ogole taka prawidlowosc- czlowiek potrafi zrobic bardzo duzo, zeby tylko uciec przed mysleniem. Zobaczymy jak mi pojdzie, od tego zalezy poziom nostalgicznosci nastepnego, europejskiego wpisu.