Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kambodża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kambodża. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 sierpnia 2008

Kambodza przejazdem

(The Ranger House in Bokhor)
Tonight an evening integration at the rangers’ house in Bokhor. Our guide (29) mentions how he must trick his parents each time he goes out to a Karaoke place. He tells them he’s off to the pub or to see a friend, while in reality he is sneaking out to the illegal sing-alongs…
Igrzyska rozpoczelismy na plazy w Sihanoukville- kambodzanskim kurorcie plazowym. Chyba jedynym, choc plaz jest tu sporo. Dalej Kampot i dwudniowa wycieczka na Bokhor Hill station, takie wysokie wzgorze, gdzie jak na lokalne standardy jest bardzo zimno- nawet 10 stopni w nocy... Tygrysa nie spotkalismy, ptaki slyszelismy, a mnie i 3 inne osoby pogryzly niemilosiernie jakies niewidzialne insekty. Oj boli! Uciekalismy ze sie kurzylo. W domku straznikow lesnych z Bokhor wieczorna integracja. Nasz przewodnik (29 lat) opowiada nam, jak musi oszukiwac rodzicow gdy wychodzi na Karaoke. Mowi, ze idzie do kolegi, albo baru, a tak naprawde wymykaja sie na nielegalne podspiewki... a w ogole, to w Kampocie juz nie ma legalnego baru karaoke. Byl jakis czlowiek co sie w tych barach strasznie denerwowal i klocil z roznymi ludzmi. Raz mu sie spodobala czyjas dziewczyna. Z jej chlopakiem wyszli wiec na zewnatrz. Piesci? nie, jeden drugiego zastrzelil, to cywilizowany kraj, nie beda sie bic jak zwierzeta. Rzad zamknal wszystkie bary karaoke do odwolania. Sa jednak te podziemne...
Jutro chyba bedziemy w Wietnamie, trudno powiedziec, bo plany sie dosc szybko zmieniaja.
Zdjecia Kambodzanskie

piątek, 8 sierpnia 2008

Zarys (bardzo pobiezny) historii Kambodzy i co z tego wyniklo

(Pablo on his disappearance, excerpt from a good-bye letter)
‘Come what may, I want you to know that I’m happy. I’ve got new friends here, I’m learning a new language, I’m swinging on a hammock and basking my fur in the sun.’
Dostalem krotki list od Pabla... o tym jednak na koncu, w ramach rozluznienia po raczej przygnebiajacym i dlugim wpisie.
Zaczelo sie od romansu. Pewien Indyjski Brahmin typu ksiaze przejezdzal przez okolice na koniu i strzelil z magicznego luku w lodke pewnej pani. Ta pani to byla ksiezniczka, corka Wodza Smoka. Ten wodz strasznie sie przestraszyl i dal im we wladanie swoje ziemie. Tak podobno powstala Kambodza. Pozniej dzieje sie duzo roznych rzeczy, o ktorych wcale tak duzo nie wiemy i jest IX wiek (a pozniej kilka nastepnych). W tym okresie Kambodza (nazywana wowczas imperium Khmerow- do owych Khmerow bedzie pozniej duzo odniesien) byla bardzo poteznym krajem. Rozrastala sie na tereny bedace obecnie czesciami Wietnamu, Laosu, Tajlandii. W slynnym Angkorze mieszkalo okolo miliona ludzi, wtedy, gdy w malym miasteczku London, w zamglonej Anglii 50 tysiecy. W tym czasie w Kambodzy powstaje wielki Angkor Wat i duzo innych poteznych swiatyn.
Ow kilka "zlotych wiekow" konczy sie w okolicach XIII. Przez nastepnych kilka set lat nie dzialo sie nic dobrego. Duzo wojen i zmniejszania terytorium na rzecz zaborczych sasiadow. Wazny jest rok 1863. W tym to roku krol Norodom dogadal sie z Francuzami (nie mial zbyt dobrej pozycji do jakichkolwiek negocjacji) i Kambodza stala sie protektoratem Francji, czescia Indochin. Bylo tak az do 1954 roku. Dlatego np. teraz duzo starszych osob mowi w Kambodzy po francusku, sa francuskie menu, kawiarnie i bagietki.
Kambodza stala sie monarchia konstytucyjna pod wodza krola Norodoma Sihanouka. Ow Norodom jest postacia zdecydowanie ponadprzecietna. Abdykowal w roku 2004, ale w miedzy czasie wydazylo sie w jego zyciu bardzo duzo. Byl premierem, ksieciem, prezesem rady narodowej, monarcha na uchodzctwie... Ksiega rekordow Guinessa (to znalazlem w wikipedii, ale mysle ze mowi prawde) uznaje go za polityka, ktory piastowal najwieksza ilosc roznorakich stanowisk politycznych. Ale ale! Norodom jest czlowiekiem renesansu. Ciezka dola wladcy nie przszkodzila mu w spelnieniu artystycznym. Nie wiem ile pelnometrazowych filmow wyprodukowal, ale na pewno ponad 9. Byl przy nich scenarzysta, rezyserem, producentem, operatorem, aktorem... zatrudnial ministrow ze swojego rzadu i kazal wszystkim ogladac. Splodzil tez co najmniej 12 dzieci z piecioma zonami, choc, prawdopodobnie (ale tak bardzo) jest homoseksualista. Najbardziej w zyciorysie Norodoma zaskakuje jednak to, ze przezyl. Wbrew wszystkiemu.
Na tym etapie, a konkretniej okolo roku 1970, historia Kambodzy zapisuje swoje najczarniejsze karty. General Lon Nol, wspierany przez USA, przejmuje wladze w skutek puczu. W sasiednim wietnamie trwa krwawa wojna. Wietnamczycy ukrywaja sie na terenie neutralnej Kambodzy na co USA odpowiadaja nielegalnymi, zmasowanymi bombardowaniami. Tu znowu pada jakis smutny rekord, nie pamietam, ale chyba na Kambodze spadla najwieksza ilosc bomb w historii albo cos tego typu. Skutki bombardowania sa brzemienne. Tysiace zabitych, 2 miliony uchodzcow ucieka do stolicy-Phnom Penh (zwiekszajac populacje 3 krotnie). Tysiace chlopow przylaczaja sie do partyzantki Czerwonych Khmerow. Wiedzie ich propaganda polaczona z nienawiscia do Ameryki i popieranego przez Amerykanow rzadu Lon Nola. W ten sposob USA przyczyniaja sie znacznie do zwyciestwa Czerwonych Khmerow (to nie ja to wymyslilem, tylko szanowani historycy, historii tej rewolucji uczylem sie na studiach). W roku 1975 Czerwoni Khmerzy wkraczaja do Phnom Penh i przejmuja wladze nad krajem.
Kim sa ci Czerwoni Khmerzy? To oczywiscie bardzo skomplikowane, kwalifikuje sie ich jako komunistow, ale to raczej jest cos unikalnego, co najlepiej ilustruja ich "dokonania". Przywodca, Pol Pot, wraz z innymi, swiatlymi Kambodzanczykami, ksztalcil sie w latach 50 w Paryzu. Tam wstepuja do partii komunistycznej i rozwijaja swoje pomysly na swietlana przyszlosc wlasnego narodu. Pol Pot nawet nie konczy uniwersytetu. W latach 60 wracaja do kraju i rozpoczynaja walke. Beda stali na czele morderczego rezimu.
W czasi nieco ponad 3 i pol roku rzadow udaje im sie zabic okolo jedna trzecia populacji kraju. Okolo 1,5 miliona ludzi (szacunki bardzo rozbiezne, od 1 do 3 mln...). Teoretycznie systemem rzadzi jakis porzadek, ale w praktyce zginac mozna bylo za wszystko. Intelektualisci (kazda wyksztalcona osoba), homseksualisci, ludzie z ladnymi rekami, mnisi i kazdy posadzony przez kogokolwiek o bycie "Kmangiem" (wrogiem). Powstaje wiezienie Tuol Sleng, ktore zwiedzalismy przedwczoraj (wczesniej szkola, widac klasy, w niektorych salach wisza tablice). Okolo 14 tysiecy ludzi wyjechalo stamtad prosto na "pola smierci" czyli do masowych grobow. Przezylo 7 (siedem).
Tuol Sleng
Oprocz zabitych, Czerwoni Khmerzy wyrzadzili swojemu krajowi ogromne krzywdy na kazdej innej plaszczyznie. Zamkneli szkoly, praktycznie zlikwidowali przemysl, wszelka nauke i kulture (oprocz niewielkiej ilosci kultury rewolucyjnej). Kluczem do sukcesu narodu miala byc uprawa ryzu. Rozbite rodziny mieszkajace w kooperatywach, analfabetyzm, glod, choroby i brak lekarzy. W 3 i pol roku udalo im sie cofnac kraj Bog wie ile lat wstecz. Walczac z Wietnamczykami zaminowali kraj do tego stopnia, ze do dzis kazdego dnia gina i zostaja ranni dziesiatki ludzi, glownie dzieci. Okolo 5 milionow aktywnych min jest wciaz zakopanych w roznych rejonach kraju.
W 1979 roku wkroczyli Wietnamczycy. Niby lepiej, ale za to okupacja wrogiego narodu. Ponadto partyzantka Cerwonych Kmerow trwala nadal. Wietnamczycy wyszli w 1990 roku, ale kraj dalej nie byl bezpieczny. Na tym etapie zapadla jedna z najtragiczniejszych decyzji. W 1997 roku dokonano kolejnego zamachu stanu. W tym tez czasie konczy sie partyzantka. Nie konczy sie jednak pokonaniem Czerwonych Khmerow, lecz przyjeciem ich do rzadu. Tym sposobem, za cene pokoju, w rzadzie kraju zasiadaja mordercy. Brat numer jeden, Pol Pot, przywodca ruchu umiera w 1998 roku przed jakimkolwiek procesem. Niektorzy przywodcy gina podczas rewolucji, inni zyja na wolnosci, az do naturalnej smierci. Kilka bardzo znaczacych aresztowan odbylo sie dopiero w 2007 roku.
Jak ten kraj wyglada dzisiaj?
Dzisiaj Kambodza jest pelna bardzo cieplych i sympatycznych ludzi. Ludzie ci czesto nie potrafia niestety czytac, a jak juz potrafia to zwykle nie najlepiej. Niewiele osob przekracza podstawowke. Poziom higieny czy wiedzy o swiecie jest raczej znikomy. Choroby czesto lecza szamani i mnisi, noworodki odjezdzaja na skuterach ze szpitala. Z drugiej strony tempo rozwoju ekonomicznego jest bardzo wysokie, mimo olbrzymiej korupcji powstaja nowe drogi, szkoly, szpitale, hotele, mosty... Droga jest jednak dluga.
Na zakonczenie musze dodac cos jeszcze. Oto jeden z wpisow z ksiegi gosci wiezienia Tuol Sleng:
"It's been just a memoir for you now, but it is still a living nightmare for Burma..."
Tyle o Kambodzy. Wpis moze edukacyjny, ale
a) studiowalem to, wiec w koncu wiem o czyms troche wiecej niz jest w przewodniku
b) jestem pewien, ze np. moja Mama wiekszosci tych rzeczy nie wiedziala, a wiedziec w koncu wypada
c) Nie trzeba czytac

A teraz tekst krotkiego listu od Pabla....

Drogi amigo!

Przepraszam cie bardzo za moje niespodziewane znikniecie. Nie wiedzialem jak sie pozegnac i uznalem, ze tak bedzie najlepiej/najlatwiej. Zakochalem sie w Kambodzy i chce poznac ten kraj lepiej. Na razie chce tu zamieskzac, ale kto wie, moze kiedys spotkamy sie znowu. Niezaleznie od tego, co bedzie, wiedz ze jestem szczesliwy. Mam tu nowych przyjaciol, ucze sie nowego jezyka i wygrzewam futerko na hamaku. Zostalem tez w koncu uprany...
Mam nadzieje, ze koncowka twojej podrozy przebiegnie bezproblemowo. Wiem, ze mielismy to zrobic razem, ale jestes juz duzy i jakos sobie poradzisz. Zeby nie bylo ci jednak smutno, wyslalem do ciebie mojego kuzyna. Rowniez nazywa sie Pablo, w mojej rodzinie to typowe. Pablo Enter w jego przypadku.

Bywaj zdrow
Pablo

(tu odcisnieta mala lapka)

ps. Przepros wszystkich czytelnikow bloga w moim imieniu i pozdrow ich, zwlaszcza tego malego chlopca, Marcina i jego mame.
Pablo Enter

środa, 6 sierpnia 2008

W poszukiwaniu straconego misia

(Pablo goes missing)
[at the police station] One lady officer understands English and translates my note. Her colleagues grin, but one look at my face and they know this isn’t funny games. Identikit of the person missing, when and where was he seen last. Possible route, the time when he could have gone missing etc. They are writing out a proper report. Short-wave transmitters are now in action: Agents who are in the field at present are briefed on the type of emergency we’re dealing with… After all this is a gift from my mum: combine this with 50USD prize money and we all appear to be on the same page.
(see notice at the bottom)
Stalo sie to czego balem sie najbardziej. Zaginal Pablo. Naprawde, byl i go nie ma. Wstalismy razem na wschod slonca nad Angkor Wat. 4.30, zeby umyte i na rower. Na check poincie pierwsi (ale z nieduza przewaga nad zmotoryzowanymi), pozniej siedzisko na stawem i czekamy na swiatlosc. Swiatlosc przyszla, ale za chmurami, wiec bez specjalnych wschodo-slonecznych rewelacji. Nie mniej, widok fajny, to w Koncu Angkor Wat.

Sniadanie i dalsze ruin zwiedzanie. Piekne stare swiatynie, malpy, drzewa, slonie... ok 13 zanosi sie na burze. Obiad i drzemka w hamaku, "na zapleczu". Pablo, zmeczony dluga sesja zdjeciowa, grzecznie drzemie w kieszonce. Pogoda sie poprawia. Ruszamy do Ta Prohm, takiej swiatyni, gdzie jest pewne drzewo rosnace na nie mniej pewnej bramie pojawiajace sie na wielu zdjeciach, filmach itp. Tam Pabla widzialem po raz ostatni.

Ostatnie wspolne zdjecie, Pablo siedzi na moich kolanach
(ale, jak wiemy, jest malutki wiec go prawie nie widac)
Siedzi sobie na kolanach i tyle. Dalej na rowerze z powrotem do Angkoru, gdzie po jakims czasie siegnalem do kieszonki. Siegam, szukam, przewracam wszystko do gory nogami, a Pabla nie ma. Wsiakl, znikl, wyskoczyl. Prawdziwych przyjaciol nie zostawia sie jednak w biedzie, dlatego biegne do najblizszego skuter-taxi i ruszamy pedem na poszukiwania. Scigamy sie ze zmierzchem. Ta Prohm przeszukane, ale miedzy nim a Angkorem kupa kilometrow, ruin, kamieni, scierzek, przestrzeni. Smutek. Smutek i tyle. Po zmroku wracamy z Karolina do domu. Karolina pociesza, Mojito pociesza, kluski pocieszaja, ale smutek. Misia nie ma.
Ostatnia szansa. Internet Cafe i ogloszenie. Rano, przed wyjazdem ruszam Tuk Tukiem z powrotem do check pointu. Widza panowie, taka sprawa jest, zaginal mi taki misio. Pies? Nie pies. To moze Kot? Nie kot, misio, malutki taki. Ale jak to? No taka zabawka, od mamy. Zabawka okazala sie slowem klucz. A ile pan daje jak znajdziemy? 50 dolarow. To to taka droga zabawka? Nie, nie warta wiecej niz dolara, ale dla mnie bardzo wazne. Znowu widac zaklopotanie. Trudno zrozumiec kambodzanczykowi, ze mozna placic za zabawke 50 dolarow. Dziwic sie mu nie nalezy. W koncu jeden policjant sugeruje: No to moze niech pan zglosi na policje turystyczna. Pan zartuje, przeciez to w koncu zabawka jest...? No tak, ale skoro takie wazne, no i te 50 dolarow... Ide na policje. Dzien dobry. chcialem zglosic takie, ehmm, zaginiecie. To nie zart jest, ale chodzi o malego pluszowego misia. Misia? Misia, Pabla. Jedna pani umie dosc dobrze czytac po angielsku, wiec tlumaczy moje ogloszenie. Koledzy sie usmiechaja, ale patrzac mi w oczy zaczynaja rozumiec, ze to nie zarty. Rysopis zaginionego, gdzie i kiedy byl widziany. Przypuszczalna trasa na ktorej mogl zginac, godzina itp. Spisuja prawdziwy raport. Krotkofalowki w ruch i informuja agentow w polu. To w koncu prezent od mamy, a to, w polaczeniu z 50 dolarami zdaja sie rozumiec calkowicie.
Ta historia nie ma niestety Happy endu. Przynajmniej nie teraz, choc nadzieji nie nalezy tracic. Policja szuka. Mam nadzieje, ze znalazlo go przynajmneij jakies dobre Kambodzanskie dziecko i bedzie im razem szczesliwie. A moze sam wyskoczyl, zakochal sie (w urodziwej misicy tudziez Kambodzy jako takiej). Nie wiem, mam nadzieje ze bedzie mu dobrze, ze ktos go upierze i bedzie kochal. Nalezy sie duzemu, malemu misiowi. Bywaj zdrow przyjacielu.
Zdjecia z Angkoru i okolic czyli ostatnia sesja misia

Tekst ogloszenia, ktore zlamie nawet twardego Kambodzanskiego policjanta:

Have you seen me?


Hello! My name is Franek. On the 4th of August 2008 I lost somewhere in the Angkor Wat my little teddy bear- Pablo. For last 13 months we have been traveling around the world together. It was a gift from my mother and the only companion I had all that time, through 17 countries. As you can imagine we’re very close. Really. And now he is gone, alone somewhere in the Cambodian ruins. If you find him, please contact me or send it by regular mail. I promise to return all the costs. It’s not worth a lot of money, but it has great sentimental value for me!
My e-mails:
........
My home address in Poland :
.........
more pictures of Pablo: http://picasaweb.google.com/franekp
Thank you for all possible help!

niedziela, 3 sierpnia 2008

You are now entering the Kingdom of Cambodia

(On traveling in Cambodia)
[...] In Bangkok we purchase tickets to Sieam Reap. A city in Cambodia, gate to the legendary Angkor temples. 8 Euro for 407km, we should have suspected this wasn't going to be a walk in the park. We also should have read the relevant page in the guide - I think I need to start paying it more attention and respect again... The guide would have warned us gently, quote: Bus trips from Bangkok to Siem Reap are cheap. Or are they? Unquote.

Zaczyna sie niepozornie. W naszym hostelu w Bangkoku kupujemy bilet do Sieam Reap. Miasto w Kambodzy, brama do slynnych swiatyn Angkoru. Dystans-407 km, cena-26 zl, mozna bylo przewidziec, ze latwo nie bedzie. Mozna tez bylo przeczytac odpowiednia strone w przewodniku -ostatnio chyba przestalem go wystarczajaco szanowac... A przewodnik mowi (mowi oczywiscie w sensie przenosnym, w przewodniku jest przeciez napisane): Wycieczki autobusowe z Bangkoku do Siem Reap sa tanie. Ale czy napewno? Po spokojnej drodze do granicy -260 km pokonane w 3 godziny w wygodnym, klimatyzowanym busie- zaczynaja sie problemy. Jezeli nie macie wizy zalatwionej wczesniej -nie mamy, na granicy podobno mozna kupic wize za 25 dolarow- to prawdopodobnie zaplacicie za wize duzo za duzo -40 dolarow, wiem, ze to nie fortuna, ale nadplacilismy tyle, co nasz bilet autobusowy. Kiedy juz uda wam sie przekroczyc granice, nie mozecie miec pewnosci, ile czasu spedzicie czekajac na kolejnego busa -spedzilismy 2 godziny, nie ma dramatu.
Tu na chwile zostawiamy przewodnik, bo tych dwoch godzin akurat zupelnie nie zaluje. Dobre wprowadzenie do rzeczywistosci Kambodzanskiej. Po stronie tajskiej szeroka, asfaltowa droga, wzglednie zorganizowane stragany targowe, czysta poczekalnia w immigration (tu ciekawostka, telewizor skierowany w strone IMMIgration oficerow, a nie czekajacych IMMIgrantow).
Goodbye Thailand.
Po stronie Kambodzanskiej glownie bloto. Naprawde. Baraki nijakie, ale formalnosci szybkie. Dalej poczekalnia, na swierzym powietrzu. Najpierw firma przewozowa mowi, ze nasz autokar odjedzie za jakies 3-4 godziny, ale ze oni maja takie taksowki, ktore jada dwa razy krocej niz autokar i jak nam sie spieszy, to mozemy za nie zaplacic. Sporo osob sie kusi, a my dzielnie czekamy. Teraz firma przewozowa ma nowy argument- jak jestescie tylko we dwojke to przeciez nie moze autokar taki pusty jechac... No tak, jestesmy tylko we dwojke, bo wlasnie pan wyslal innych do nie-az-tak tanich taksowek.
W miedzy czasie dzieci bawia sie nago w blocie i probuja sprzedawac roznosci. Riksze z "towarem" kursuja w obie strony, change money, tuk tuk my friend etc. Co jakis czas niespodzianka dla kontrastu. Wjezdza na przyklad ciezarowka z pieknym, pomaranczowym Lamborghini. Boje sie myslec jak ktos w Kambodzy zarobil na taki samochod. Nie boje sie natomisat myslec, gdzie on chce nim jezdzic. No bo, dla przyklady, nasza droga do Siem Reap-146km, to zadanie na 4-5 godzin dla jakiegos rozsadnego pojazdu. Naszemu autokarowi zajmuje to 6, a przy niesprzyjajacych warunkach wodno-opadowych moze byc podobno duzo wiecej. To jest takie Lamborghini na glowna ulice Phnow Penh (stolica). Tylko.
Po dwoch godzinach mozemy wrocic do przewodnika:
Waszej firmie przewozowej bedzie zalezalo na tym, zebyscie dotarli na miejsce jak najbardziej zmeczeni podroza -no rzeczywiscie, jedziemy bardzo wolno, najpierw myslelismy ze to z powodu zlej drogi, ale po pewnym (dluugim) czasie przyspieszylismy znacznie, choc jakosc drogi nie zmienila sie wcale. Dlaczego? Nie przywioza was na stacje autobusowa, przywioza was do swojego hotelu. Jezeli rzeczywiscie nie bedziecie mieli sily, zostaniecie u nich, jezeli zas chcecie spac gdzie indziej, zorganizuja wam transport -znowu, 300% normalnej ceny, sprawdzone. Przewodnik, niczym wrozka, przepowiedzial wszystko dokladnie tak jak bylo. Telepiemy sie tym bardzo niewygodnym autokarem godzinami. Szyja boli nie milosiernie (jestem po dwoch dniach Thai boxingu i poznalem tak zwany Clinching). Za szyba trzeci swiat. Bambusowe szalasy, pojedyncze, wychudzone krowy, gole dzieci. Po 6 godzinach- pstryk- i szeroka asfaltowa droga, po obu stronach wielkie, luksusowe hotele w ilosci przygniatajacej, ekskluzywne sklepy, restauracje. Co ciekawsze, prawie wszedzie zgaszone swiatla. Mozna oczywiscie tlumaczyc to low season... Po malym studium historii Kambodzy nie moge jednak oprzec sie wrazeniu, ze tu prane sa pieniadze skradzione wszelkim organizacjom humanitarnym.
Spimy w bardzo przyjemnym guesthousie , 3,5 dolara od osoby za noc. Naprawde przyjemny, ladny i z dobra restaurtacja. Kierowca tuk-tuka na pol dnia to wydatek rzedu 7 dolarow, rower na caly dzien 1,5 dolara. Te ceny podaje zeby pokazac kontrast miedzy realiami zycia, a tym lamborghini i 5cio gwiazdkowymi hotelami.
Wydaje mi sie, ze to bedzie fascynujacy kraj, rownie piekny, a znacznie bardziej dziewiczy niz Tajlandia. Naprawde, pomimo, ze ten wpis moglby sugerowac cos innego, chodzimy tu z Karolina z oczami/oczyma (?) szeroko otwartymi i jeszcze szerszym usmiechem na twarzy. Powrot do Podrozowania przez duze P. I do czytania Przewodnika rowniez.