Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narkotyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narkotyki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 września 2011

Dragi. Dla równowagi


Ponieważ, jakby powiedziała Natalka B., ostatnio za dużo tu Astrid Lindgren, a za mało Salingera, postanowiłem napisać dziś o czymś innym. A że jesteśmy w Kolumbii, kokaina i inne używki same cisną się na klawiaturę. Jak ktoś jest bardzo negatywnie nastawiony do narkotyków i chce mnie dalej lubić, to może nie powinien czytać. Z drugiej strony, może powinien przeczytać tym bardziej.

Siedzimy na krawężniku pod barem Havana w Cartagenie i popijamy piwo. Podchodzi pan uliczny sprzedawca i oferuje papierosy. Dziękuję, nie palę. Batoniki? Nie. Marihuana? Nie. No to może kokaina? Nie. Lekko zdziwiony odchodzi pytać dalej.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Cuyabeno

Po dziesięciu godzinach w autokarach Mario Mendoza nie odebrał nas z dworca. Po kilku kolejnych i telefonie do biura podróży przyjechał. 
- Macie dla mnie pieniądze?
- No mamy, ale…
- To jadę kupić kurczaki
Po trzech sokach z pomarańczy, kilkunastu anegdotach i jajecznicy wrócił z kurczakami. Kolejne trzy godziny spędziliśmy z jego samochodowym reggetonem w drodze nad rzekę. Nad rzeką lunch i zapoznanie z naszą przewodniczką.
- To jest Aurora, mało osób mieszka w rezerwacie tak długo jak ona.
Aurora uśmiecha się swoimi czterema zębami i gdzieś sobie idzie. Mało osób mieszka gdziekolwiek tak długo jak ona. Aurora ma 82 lata, 8 dzieci i około 40 wnucząt. Z tymi wnuczętami to nie wie dokładnie, ale tak mniej więcej. Dla równowagi kierowca naszej łódki, Santiago, ma 14 lat i jest jednym z tych wnucząt. Coś sobie śpiewa, tańczy z tyłu i śmieje zawsze jak coś nam (zwłaszcza mi)  nie wychodzi.