piątek, 16 maja 2008

Road Trip

(On my travel companion in New Zealand)
[...] I begin to slowly get to know my travel companion. 33 years of age, single, 5.3 feet tall, dark hair. Plays harmonica in a local band in Ashville, South Carolina, USA. Born in Long Island, high school in NYC, then enrolled to study Sociology in Boston. A year's work in the Thai medical services, a semester of studying at sea, eventually a PhD in Public Health at Harvard. [...] The harmonica is what matters to me though, radio is hard to come in the New Zealand wilderness and every roadtrip needs a proper soundtrack. [...]

Jill poznalem o 6 rano czekajac na autobus. Pol godziny rozmowy i postanowilismy pozyczyc razem samochod. Tak zaczyna sie nasz road trip (podroz drogi?). Piekne widoki z kajaku utwierdzily mnie w przekonaniu, ze cos, co ma taki poczatek, nie moze skonczyc sie zle.
zdjecia z Abel Tasman



Pierwszego dnia ruszylismy w strone lodowca Fox. Jill nigdy lodowca nie widziala, zatem czemu nie? Jazda po absolutnie nie wlasciwej stronie drogi pochlania wiele uwagi, nie mniej stopniowo poznawalem moja towarzyszke. 33 lata, stan cywilny; wolna, okolo 160cm wzrostu, wlosy ciemne. Gra na harmonijce w malym zespole w Ashville, Poludniowa Karolina, USA. Urodzona w Long Island, liceum w Nowym Jorku, a dalej studia socjologiczne w Bostonie. Rok pracy w Tajlandzkiej sluzbie zdrowia, pol roku studiow na morzu, az wreszcie doktorat z Public Health (zdrowie publiczne?) na Harwardzie. Do Nowej Zelandii przyjechala na slub kolezanki poznanej 10 lat temu w Tajlandii. Dla mnie najwazniejsza byla ta harmonijka, radio nie jest w Nowej Zelandii az tak powszechne na pustkowiach, a pozdroz potrzebuje wlasciwej sciezki dzwiekowej. Kolacja: bagietka, ser i nowozelandzkie wino, spanie w samochodzie nad jeziorem Matheson. Rano spacer nad lodowiec i w droge do Queenstown. Tam zatrzymalismy sie u Julio (couchsurfing). Brazylijski chemik pracujacy w Nowej Zelandii jako mechanik samochodowy. 2 noce, brazylijska muzyka na zywo, 20 osob, 10 narodowosci. Julio goscil 6 osob z CS, sam spal w samochodzie... Poznalismy u niego miedzy innymi irlandzka farmaceutke Yvonne i Francuza Alexa.

Razem z nimi ruszylismy w strone Milford Sounds, nowo zelandzkich fiordow. Tam, wraz z Jill, zaokretowalismy sie na Milford Marinerze na 2 dniowy rejs. Wieczorem posadzono nas w restauracji z trojka Amerykanow i Estonczykiem. Estonczyk pracowal na farmach, a Amerykanin odwiedzal pozostale dwie kolezanki podczas ich studiow w Nowej Zelandii. Pochodzili z Long Island, tak jak Jill. To wystarczylo- kolejna noc spedzilismy w Dunedin, na kanapach w salonie studenckiego mieszkania. Z Dunedin do Mount Cook, najwyzszej gory Nowej Zelandii. Spanie w hostelu, nastepny dzien zapowiadal sie pracowicie. Rano dziewczyny ruszyly nad jezioro w dolinie, a ja w gore, do Schroniska Muellera. Slonce, blekitne niebo i 3 godziny wchodzenia pod gore.

bylo warto. Mt. Cook w tle

Alexa zostawilismy dzien wczesniej w Dunedin. Postanowil zostac tam na zime i znalezc jakas prace. Rano Jill napisala maila do kilku osob, czy nie mogly by nas przenocowac tej samej nocy w Christchurch. 3 godziny przed dotarciem dostalem smsa: Mozecie zostac u mnie, adres, Amanda. 10 km od Christchurch, ciemno jak diabli i brama pod podanym adresem. Nasze miny raczej nie tegie. Dzwonimy
-"No czesc, myslalem, ze juz nie dojedziecie. Wiezdzajcie do srodka, Amanda zaraz przyniesie wam reczniki."
Amanda przyniosla reczniki, zostalismy zakwaterowani w domku dla gosci. W salonie wielka perkusja- "tata lubi czasami pograc", sniadanie bedzie od 8 rano. Rano ruszamy przez wielki ogrod do wlasciwego domu, willi. Po drodze mijamy bude, w ktorej rezyduje owca obronna. Nowo Zelandzki styl. Rodzina pochodzi ze Stanow, ale mieszka tu od wielu lat. Amanda wrocila z podrozy dookola swiata dwa tygodnie temu. Rodzice mowia, ze dopiero zaczynaja ja poznawac. Kolezanka poznana w Dominikanie zaproponowala jej prace. Ma zaczac za 9 dni, na wybrzezu Francji. Jacht jakiegos milionera, poltora roku rejsu po swiecie. Amanda sie zastanawia. A tata? Tata rzeczywiscie lubi pograc na perkusji. Gral miedzy innymi z Aerosmith (zanim stali sie slawni, podkresla) i z Johny Cashem podszas jego wystepow w Nowej Zelandii (juz byl slawny). Z rodzina Amandy musielismy pozegnac sie dosc szybko. Musialem zawiesc Jill na lotnisko, leciala do Wellington na wieczor panienski. Sam oddalem samochod i po krotkim zwiedzaniu centrum Christchurch pojechalem autobusem do Picton. Stad promem z powrotem do Wellington (na promie Pablo poznal Maoryskich znajomych).
Siedze teraz u Keitha i probuje ogarnac wydarzenia minionego tygodnia. Road Trip sie skonczyl, podroz dookola swiata nie.
zdjecia z podrozy

ps. Widzialem dzisiaj kaczke spiaca na jednej nodze. Byla razem z trzema innymi, ktore spaly normalnie, na siedzaco. Nie wiem czy to u kaczek typowe, ale wygladalo dosc niestabilnie by tak rzec. Siedzialem i patrzylem na tegoz ptaka pol godziny, a on nic, nie zachwial sie nawet. Pablo podzielal moje zdumienie nad ta stabilna niestabilnoscia.
ps2. Ksiezyc widze, takze w nowiu raczej nie jest.

ps3. Trwa Billabong Pro Tahiti, Maz Quinn sie nie zalapal niestety.

8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Queens to może i było - ale gdzie te Towns????

Co do Księżyca - zalecam dalsze obserwacje - może tam ma różki w drugą stronę - przybywa, czy ubywa? U nas przybywa - jest już po pierwszej kwadrze.

Pauga, Jarzębina i Lew morski(?)mnie ucieszyły - znaczy poza lodem i kamieniami coś tam jest. Owca bojowa - zastanowiła - zrobiła Ci jakąś krzywdę?

Kaczka lubi sobie czasem jedną nóżkę pogrzać gdy zima idzie - wytrwałe obserwacje uchwyciłyby zmianę nogi...
Długa ta przerwa była.

Anonimowy pisze...

Francja ta kaczka byla w Picton, tak? To jest takie dziwne miejsce...Ja tam obserwowalem takie swiecace meduzy w oczekiwaniu na prom...A mama ogladala tam program 'mitre 10' o majsterkowaniu!
Ze spraw bierzacych, Pistonsi przeszli dalej, ufff. Jemy z Basia pyszne wiosenne spaghetti z salatka! R. Wallace

Anonimowy pisze...

Pozdrawiam serdecznie, w Polsce 1 w nocy, a więc na drugiej półkuli przyzwoita godzina. Czytam i widzę w wyobraźni te miejsca NZ, które zwiedziłem. Brawo Panie Franku.

Anonimowy pisze...

dziecko- ja tam wszedzie byłam z twoim bratem!Martwie sie i denerwuje ale podziwiam i podziwiam.No i banalnie kocham-mama
ps. na te jasną plaże z kajakami dochodzilismy z Mateuszem pieszo, przez las.11 km!I bylo bosko!a potem wracalismy kajakiem czy łódka i ja udawalam ze sie nie boję!caluje a Pabla przytula pani Pablowa, ktora teraz oglada sobie zasnieżone szczyty Alp.A na dole boska wiosna- moja juz piąta w tym roku:NEVada,Kalifornia, Polska, Szwecja i Austria .Tu zakwitaja dopiero magnolie i owocowe drzewka!A mialam byc teraz z toba w
Chinach...

Anonimowy pisze...

a grzyweczka nie ruszona;p

Anonimowy pisze...

Sciane otworzylem w letniej kuchni,uruchomiłem oczko z wodogłowiem Unii.Zle słusze po Borneo chyba jakieś zapalenie po raftingu i nurkach na Layang Layang.Anatol nieobecny wszystko na mojej głowie kiss You

Anonimowy pisze...

chyba sie powtarzam,ale niech tam:PIEEEKNE MIEJSCA; a z owcy obronnej polalam w glos;))
elwira

Dagmara Fafińska pisze...

Świetna sprawa. Pozdrawiam serdecznie.