Blog o podróżach i rzeczach z nimi związanych. Można tu znaleźć wpisy z zakończonej, rocznej podróży dookoła świata (2007-2008), pięciomiesięcznej włóczęgi po Ameryce Południowej (maj-wrzesień 2011), a także relacje z innych mniejszych i większych wypraw i wycieczek.
środa, 16 stycznia 2008
Guate-Pana 14.39
czwartek, 10 stycznia 2008
Gwatemala zasadniczo pobieznie
Gwatemala, Subiektywnie , jest:
6. W wielu miejscach dzika i nieodkryta
To jest jej olbrzymi urok. W takich miejscach, gdzie w kazdym europejskim kraju bylby hotel na hotelu, tu czasem trudno jest znalezc maly sklepik. Mozna w pelni delektowac sie natura i realizowac swoje eksploracyjne zapedy. Trzeba sie tylko pospieszyc.
7.Ciepla, ale nie za goraca, przynajmniej w tym okresie (ktory oni nazywaja latem. Zima rozni sie tym, ze duzo pada)
8.Inspirujaca. Bo rozne kultury ktore sie tu spotykaja tworza bardzo ciekawa mieszanke. Rowniez calkiem niedawno (w 1996) skonczyla sie tu 36 letnia wojna. No i Majowie (oczywiscie nie tylko na terenie obecnej Gwatemalii) sa niesamowici.
9.Irytujaca. Zwlaszcza jesli chodzi o pieniadze, ale nie tylko. Oprocz supermarketow bardzo rzadko jest cos takiego jak metka na towarze. Od turystow kazdy chce wiecej (czesto duuuzo wiecej, ceny nie z tej ziemi), o wszystko trzeba sie targowac. Ponadto czas plynie tu bardzo nielinearnie i nie rowno dla wszystkich, a przestrzen mozna naginac (tu wracamy do tematu transportu wszelkiej masci).
10. Polozona pomiedzy innymi bardzo ciekawymi i tanimi krajami. Tak, tak, jak juz sie tu jest to na pewno warto odwiedzic Salwador, Honduras, Nikarague (podobno lokalny szczyt taniosci, a zarazem bardzo ciekawa), Meksyk, Belize i inne. Znam wiele osob, ktore tyle czasu co ja mam na okrazenie swiata, poswiecili na podroz po Ameryce Centralnej. Wcale sie nie nudzili, a jest to bardzo tanie. Naprawde bardzo. 3 miesiace pracy w Irlandii czy Anglii i mysle ze mozna tu z palcem w nosie spedzic pol roku (wliczajac bilet). To skierowane dla tych, ktorzy mysla, ze na takie podroze nigdy nie bedzie ich stac.
Na razie chyba tyle. Jak ktos ma jakies pytania, sugestie czy sprostowania to prosze pisac bez wahania. Mamo popraw mi prosze bledy ortograficzne! Ide odrobic prace domowa.
Z specjalnymi pozdrowieniami dla Krystyny J.
sobota, 5 stycznia 2008
San Pedro
F: John, czego sie napijesz, masz ochote na piwo?
J: Hm, piwo… nigdy nie pilem.
F: ?!
J: Od tego robi sie cieplej, tak?
F: Eee, no robi sie, chyba. Ale jak to nie piles?
J: No jakos nigdy nie probowalem, ale chyba bym chcial teraz.
F: Ale piles jakis alkohol w zyciu?
J: Probowalem kiedys wino. I lyka jakiego drinka... chyba margarity. Ale nie smakowalo mi. Piwo smakuje lepiej od wina?
F: No nie mam pewnosci szczerze mowiac. Na pewno chcesz sprobowac...?
J: Tak, czemu nie, jest dosc zimno.
Przez kolejne dziesiec minut kazalem mu przysiegac, ze mowil prawde. Przysiegal. Pytam sie, czy to kwestia religii, czy jego rodzice sa bardzo wierzacy. John mowi, ze w sumie chyba sa, ale on nie jest, nie bardzo mu sie podoba idea religii i wspolnot opartych na tej plaszczyznie. W koncu probuje piwa i od razu krzywi sie jak male dziecko. Popija wielkim lykiem wody mineralnej. Mowie, ze jak nie chce to nie musi pic tego piwa, ale steward chce. Pyta sie, czy moze po prostu wypic duszkiem, zeby nie czuc smaku. Chyba moze. Wiec pije, krzywi sie strasznie i od razu popija woda mineralna. Chyba nie predko napije sie znowu piwa.
Natalia ma dzis urodziny, wiec z tego bloga zycze jej wszystkiego najlepszego!!! Niech wszyscy wiedza, a co tam. Chyba jest w tej chwili w samolocie do Niemiec, bo ma wylaczony telefon.

środa, 2 stycznia 2008
Antigua przejazdem
Nastepnego dni, ku zdziwieniu chyba wszystkich, udalo nam sie wstac (tudziez nie polozyc) o 6 i byc na lodce colectivo ok 7. So fresh and so clean...
30 minut do Puerto Barrios, a tam rozstania nadszedl czas. Jedni do Belize, inni do Hondurasu, Guatemali czy Antigly. Co przezylismy to nasze.
Pozniej podroz jakby w innym kraju. Czeka na nas luksusowy bus. Klimatyzacja, miekkie fotele i hamburger na pokladzie. To nie zdaza sie tu czesto, zwlaszcza ze cena nie byla zbyt wygorowana (18 zl zamiast 12). Dojezdzamy do Guatemala city, a stamtad chicken bus. Komfort drastycznie mniejszy, ale to tylko 1,5 godziny. Chicken bus to najpopularniejszy srodek transportu gwatemalskiego. Stare amerykaskie busy ktore dowozily dzieci do szkol. Takie jak np. na Forescie Gumpie. Nazwa pochodzi od tego, ze wielu podrozujacych wozi ze soba kurczaki. Na siedzeniach przeznaczonych dla dwojga nastolatkow siedza 3 dorosle osoby. Ludzie wchodza i wychodza, sprzedaja, spiewaja, nawracaja i zabawiaja. Predkosc przelotowa okolo 30 km/h chyba, ze przez zupelnie nie zamieszkane tereny. Ale Gwatemalczycy lubia turystow, ktorzy jezdza razem z nimi. Czynnik integrujacy. Tak dotarlismy do Antigly. Wieczorem film ´Blood Diamond´w Cafe 2000 (polecam film podobnie jak i Cafe 2000). Pozniej upragniony i ostatnio zaniedbywany sen. Teraz ide sie spakowac i w droge.
Wiecej zdjec z tego okresu tutaj
poniedziałek, 31 grudnia 2007
Prospero Ano nuevo
Do napisania-przeczytania w przyszlym roku.
niedziela, 30 grudnia 2007
Livingston
czwartek, 27 grudnia 2007
Swieta...
Dwudziestego czwartego rano Revital i Idan stanowczo powiedzieli: ma byc lista zakupow, przepisy i robimy tu prawdziwa wigilie. Liora patrzyla na to wszystko raczej z boku, ale jak trzeba cos bylo pokroic, to sie nie buntowala. Ogolnie sytuacja wygladala tak, ze bylem tu ja, dziesiecioro Izraelczykow, kot i krolik. Kot i krolik nie mieli nic do gadania az do polnocy, ale Izraelczycy swiat byli naprawde ciekawi. Znaja je tylko z amerykanskich filmow... Nie mialem wyboru i ruszylem do internetu. Kolejki sakramenckie , bo wiekszosc punktow zamknieta. Udalo sie tylko dlatego, ze musialo sie udac. Przepis na barszcz, pierogi z kapusta i grzybami i kilka rodzajow sledzi zapisane w notatniku. Jak im zaczynam tlumaczyc, to sie krzywo patrza. Zupa z burakow? Fu! Ale nie, ktos ma korzenie rosyjskie i mowi ze borshch (barszcz) jest super! Pierogi? Podejrzane jakies, ale sprobujemy. Sledz-zobaczymy. Trudno mi ich przekonac, bo sam nigdy nic na wigilie nie gotowalem. Samemu balbym sie zjesc pierogi, ktore zrobilem, a teraz mielismy je przyrzadzac dla 11 osob... Wtedy przbywa kawaleria! Trzyosobowa grupa- Australijka, Szwed i Irlandczyk.
Idziemy na mercado (rynek, market, bazar). Wszystko dobrze, tylko sledzia nie ma. Jest rekin, nawet moze by sie nadal, ale Idan tlumaczy, ze rekin nie jest ani troche koszerny. Tego nie przeskoczymy. Grunt, ze byly buraki.
Zaczyna sie operacja gotowanie. Kuchnia malutka, osob 14 (plus kot i krolik)-nie ma lekko. Normalnie zajmuje to kilka dni, nawet jak osob jest duzo mniej. Na szczescie Idan ( byly dowodca czolgu) i Revital (byla psycholog eskadry mysliwcow) wiedza co robia w kuchni. Ja nie, wiec glownie odpowiadam na pytania.
-To co pijemy?
-wino tylko, na swieta sie nie upija.
- Dziwne... ale palic mozemy?
-Co?
-no, ziolo.
-nie
-dziwne...
-A pozniej idziemy na dyskoteke?
-nie, to takie rodzinne swieta, siedzi sie, rozmawia, a o 12 w nocy idzie do kosciola (sam, musze przyznac, ze na pasterce nigdy nie bylem).
-acha... (tego Liora nie mogla zaakceptowac)
-A po kolacji tanczycie wokol choinki?
-slucham?!
-tak mi mowili jacys Dunczycy czy Norwegowie, ze tancza
-nie nie tanczymy wokol choinki (w Australii, Szwecji i Irlandii tez nie tancza).
Z chwila wzejscia pierwszej gwiazdki barszcz nie byl jeszcze nawet czerwony. W koncu, okolo 21, zasiedlismy do stolu. Stolu zdecydowanie nie stworzonego (razem czy osobno) dla 14 osob.
Za dwadziescia dwunasta caly Izrael sie niecierpliwi: To kiedy idziemy na te msze? Spoznimy sie! Nie bylo wyboru, ruszamy w strone kosciola. Ale w Gwatemali wszystko wyglada troche inaczej. Tyle fajerwerkow nie ma u nas nawet na sylwestra. Przedarcie sie przez to pole bitwy zajelo nam duzo wiecej czasu. Idan mowi, ze to przypomina troche strefe Gazy... Wigilia.
W kosciele niestety rozczarowanie- pasterki nie ma. Msza byla o 22, a nastepna dopiero jutro w poludnie. No nic, wracamy. Po drodze mijamy irlandzki pub wypelniony po brzegi, z dyskotekowa muzyka w tle. Liora patrzy blagalnie. Nie, nawet Irlandczyk jej to mowi. Ale moj autorytet nieco podupada. Mszy nie ma, a dyskoteka jest. Chyba mam lekko wyidealizowany obraz swiat. Wracamy do stolu, jemy dalej. Polnoc dawno minela, a dwudziestego piatego sa urodziny Jamiego, Irlandczyka. Kolejny powod do swietowania. Swiateczna trzezwosc zostala nadszarpnieta.
Ogolnie bylo milo i naprawde abstrakcyjnie. Pod choinka lezal dla mnie prezent. Czapka, troche slodyczy i pluszowy mis. Nazwywa sie Abraham, zeby nie bylo watpliwosci.
Zdecydowanie wart wspomnienia jest jeszcze jeden fakt. Sladami mojego brata zaproponowalem zabawe. Kazdy mowi trzy najlepsze przygody/osiagniecia/wydarzenia, ktore przydazyly mu sie w minionym roku. Ktos dostal dobra prace, ktos w koncu zdecydowal sie prace rzucic. Dla wiekszosci wyruszenie w podroz bylo numerem jeden. Lash, Szwed powiedzial natomiast, ze udalo mu sie przeszmuglowac z Indii do Szwecji calkiem pewien narkotyk (nazwy nie znam i nie zapamietalem niestety). W ten sposob sfinansowal wieksza czesc swojej podrozy.

Kupilem dzis bilet lotniczy. 16 stycznia lece do Panamy, a stamtad, 22ego, do Limy. Jutro zas jedziemy do Rio Dulce. Znowu we czworke.
niedziela, 23 grudnia 2007
Feliz Novidad
W Gwatemali zaczely sie dzis wakacje i, jak sie okazuje, nie ulatwia to dostepu do internetu. W San Pedro (o ile uda nam sie tam teraz przejechac, bo to wcale nie takie pewne) ma byc jeszcze trudniej. Dlatego przepraszam wszystkich przyjaciol, kolegow i znajomych, ze nie napisze im osobnych, zindywidualizowanych zyczen swiatecznych. Wychodze jednak z ryzykownego zalozenia, ze wiekszosc z was czyta tego bloga i w zwiaku z tym te zyczenia sa dla was! A w to, ze sa cieple nie ma co powatpiewac, bo w koncu z lawa wulkaniczna w tle...
piątek, 21 grudnia 2007
Antigua, a Lampki na choinke
W el Retiro rowniez pracowali podroznicy, ktorzy w ktoryms momencie postanowili sie zatrzymac. Byl Irlandczyk Shanon, co tydzien nowa dziewczyna. Byla Kanadyjka Cristal, upajajaca sie restauracyjnym DJ-owaniem z Ipoda. Byla 22 letnia Norwezka Ingwil, regularnie na space cookies. Byla 31 letnia Szwajcarka Karin, ktora marijuany nie palila. Historia kazdej z tych osob jest ciekawa, ja najlepiej poznalem wlasnie historie Karin. Z poczatku bardzo uporzadkowana. Liceum, studia-finanse, praca. Praca 12-14 godzin dziennie. W wieku 27 lat zostala jednym z glownych menadzerow w duzej korporacji. Najmlodsza i do tego jedyna w histori kobieta na tym stanowisku. Prywatnie pierwszy chlopak przez 2, drugi 3, a ostatni 6 lat. W koncu jednak cos zaczelo pekac. Chlopak uzaleznil sie od kokainy, a praca, mimo astronomicznych dochodow, nie cieszyla. Uzbierala pieniadze na dom, ale nie bylo z kim mieszkac. W wieku 29 lat zostawila wszystko i ruszyla w 11 miesieczna podroz po Ameryce Poludniowej. Teraz, od 5 miesiecy, finansistka ze Szwajcarii pracuje w el Retiro za barem. Osiem godzin dziennie, za godzine ok 0,60 USD (czyli centow!), wyzywienie i zakwaterowanie w domku z palmowym dachem. W dniach wolnych (raz w tygodniu) moze poczytac w hamaku ksiazke, poplywac tratwa po rzece, tudziez przejsc sie nad wodospad. Jest szczesliwa, kiedys wroci, ale pospiechu nie ma. Kobieta z krainy zegarkow mieszka w kraju, w ktorym jest godzina albo siodma albo osma, a jak sie powie ze jest 7.43 to sie na ciebie patrza jak na wariata.
W Lanquin nie siedi sie jednak tylko w Hostelu.
Widzialem Grotas de Lanquin i Semuc Champey. Ogolnie zdjecia z tego okresu tutaj.
Wczoraj przyjechalem do Antiguy. Spotkalem sie tu znowu z Liora, Revital i Idanem. –byli w Belize, ale ze bylo drogo, to postanowili odwiedzic mnie tutaj. To jest 24 godziny jazdy autokarem, a oni byli tu wczesniej przez 2 tygodnie... Mieszkamy w Izraelskim hostelu „Place to stay”. Mieszka tu okolo 25 Izraelczykow, ja i jeden Niemiec. Mimo wszystko jest mala choinka, specjalnie dla naszej dwojki chyba, zeby swiety mikolaj mogl trafic (to odpowiedz na komentarze niektorych czytelnikow :-) ). Jutro idziemy na wulkan Pacaya, a pozniej do San Pedro. Tam swieta i sylwester, o ile uda sie zapisac na kurs hiszpanskiego. Jak to jest, ze w Polsce jest ponad piec razy wiecej ludzi niz w Izraelu, a Polke w podrozy spotkalem dotychczas jedna (jesli chodzi o backpackersow, turystow z Polski slyszalem na ulicach jescze kilka razy) ?
poniedziałek, 17 grudnia 2007
Flores-Lanquin
sobota, 15 grudnia 2007
Droga do Guatemali
Ogolnie nie-zostanie (razem czy osobno?) w Belize nawet na jedna noc bylo dosc trudna decyzja. Podobno jest drogo i troche niebezpiecznie, ale mimo wszystko chec poznania jest duza. Z punktu widzenia peknietego okna Linea Dorada moge tylko powiedziec, ze w Belize sie ludzia nie przelewa. Po odwiedzeniu takich anglojezycznych krajow jak Australia, Anglia i Ameryka ogladanie bardzo biednej okolicy, a zarazem znakow i szyldow po angielsku bylo jakies nienaturalne.
Tego typu wyrzeczen bedzie jeszcze duzo i to o wiele trudniejszych. Z jednej strony rok podrozy to dlugo, ale z drugiej zdecydowanie za malo zeby w jakikolwiek sposob poznac wszystkie kraje, przez ktore bede przejezdzal. Spotkalem juz wiele osob, ktore rok poswiecaja na Ameryke Centralna. To akurat, w moim odczuciu, lekka przesada (i empirycznie moge stwierdzic, ze sprowadza sie najczesciej do palenia jointow w kolejnych hostelach), ale juz rok w Ameryce Centralnej i Poludniowej moge zrozumiec doskonale.
